Pech w miłości… Spotkania są swobodne i krótkie, związki przelotne, znajomości po prostu przyjacielskie, niezobowiązujące lub czysto łóżkowe. Bez kontynuacji. Bez nadziei. A więc chcę się zakochać… Nie, nie tylko zakochaj się, ale kochaj całym sercem, poważnie i przez długi czas.
Mam pecha ?? dodany przez Matriks_1111, 25 Lipca 2004 w Dyskusje na tematy różne. Poprzednia; 1; 2; Dalej; Strona 2 z 2
Tak samo ja mogę powiedzieć. Anty-samobójcy to tchórze, nie mają jaj. Prawdziwa odwaga to nie przyjmować życia jakim jest, a mieć ikrę żeby się zbuntować przeciwko stanowi rzeczy który mi się nie podoba i wyrwać się z niego zamiast jak potulna owieczka zgadzać się na wszystko co się przytrafi w życiu i ślęczeć w nim dalej.
W niektórych kulturach owad ten jest uważany za symbol szczęścia, podczas gdy w innych kulturach jest on zazwyczaj uważany za symbol pecha. Nie ma wątpliwości, że ćmy są bardzo potężnymi zwierzętami duchowymi, więc powinieneś wziąć pod uwagę wszystkie ich cechy, aby zrozumieć ich symbolikę. wrzesień 2021.
Pozostałości po niej wrzuć do płynącej wody (na przykład do rzeki) lub zakop pod drzewem. 4. Zmyj z siebie pecha. Gdy dopadł cię pech możesz zrobić kilka rzeczy, by go odgonić. Najprostszym sposobem jest magiczny prysznic - wystarczy, że umyjesz się z konkretną intencją - zmywania z siebie nieszczęścia.
Ciągły pech w życiu. Większość ludzi cierpi co najmniej jedno nieszczęście w ciągu życia, ale jeśli doświadczasz szeregu rzeczy, które idą nie tak, na przykład utraty kariery, partnera, domu i pozycji społecznej – być może powinieneś zapytać, “co się tutaj naprawdę dzieje !?”. Nic dziwnego, że czujesz się
Nie masz swojego towarzystwa. Jeśli nie posiadasz żadnych kolegów, ani głębszych relacji z rodziną i centrum Twojego życia prywatnego stanowi Twój partner, to możesz mieć trudności. Tym mocniejsze, jeśli on jak na złość posiada bliskich znajomych i swoje życie prywatne. Taka sytuacja jest w stanie uczynić, że on będzie czuł
To samo mam z miłością nie mogę znaleźć szczęścia w miłości nie mam chłopaka ! A Ci co mi się podobają mnie nie chcą .Moim zdaniem mam ogromnego pecha, to jest straszne! Od kilku tygodni nawet piję raz w tygodniu herbatkę z czarciego żebra, ale to nic nie pomaga ! Dalej nie mogę znaleźć pracy ani chłopaka .
Według ludowych przesądów, a także zasad feng shui niektóre rośliny uprawiane na balkonach i w ogrodach mogą przyciągać pecha i nieszczęście. Oto 4 gatunki roślin, których lepiej unikać. 1. Hortensja. Hortensja to piękny i bardzo popularny w Polsce krzew kwitnący. W filozofii feng shui kojarzony jest z samotnością.
Energia liczby 5 charakteryzuje się ogromną dynamiką oraz aktywnością. 5 rok numerologiczny to burzliwy okres, w którym możesz być niecierpliwy i nerwowy. Należy jednocześnie podkreślić, że przebieg tego roku uzależniony jest od poprzedniego, od tego, czy został on właściwie wykorzystany. W poprzednim roku rządziły rutyna
dzyuEO. Odpowiedzi blocked odpowiedział(a) o 20:36 Czemu tak uważasz? Radzę Ci - Nie dawaj życiu satyskwacji, że może z tobą zrobić co chce! To jest twoje życie! Osobiście to nie wierzę w 'pecha'. Ale rozumiem, że każdy może mieć zły dzień. Nie przejmuj się! Wrzuć do wyszukiwarki zapytaj ,,Pech". Zobacz! Ludzie też mają 'pecha'! ;) Jutro bedzie lepiej! ;)Trzymaj się ;* chinka. odpowiedział(a) o 20:32 Też mam pecha!Osoba z którą się pokłóćiłam (kiedyś byliśmy przyjaciółmi) minął miesiac a on dale mnie ignoruje! blocked odpowiedział(a) o 20:32 Jolanniz odpowiedział(a) o 20:33 Trudno powiedzieć, niektórzy mają większego, a inni mniejszego. Może tak Ci się wydaje, bo przykładasz większą wagę do złych wydarzeń. A jak nie, miej nadzieję, że szczęście się uśmiechnie ;) Nie tylko ty masz w życiu pecha xD[LINK] To samo pomyslalam dzisiaj rano przed szkołą...w domu nie było wody,więc musiałam się umyc w zimnej..brrr...potem zapomniałam tenisówek i wracałam się ( a podobno nie powino się zawracać z drogi,bo to przynosi pecha) spóźnilam się,ale mam takie zabawne koleżanki,że po powrocie do domu zaczęłam się śmiać z całego dnia...;D Jamesss odpowiedział(a) o 20:33 ee...troche smieszne pytanie bo zabardzo nie wiem jak mam ci pomoc :)Ale moze pocieszy cie to ze ja tez mam potwornego zyciowego pecha i to za mna chodzi wszedzie, nawet w drobnych sytuacjach widac ze jestem jakas "przekleta". Girraffe odpowiedział(a) o 20:37 ty masz pecha! miałam 3 razy wstrząs muzgu i szytą z tego powodu trzy krotnie glowo rozbite czoło 2 bardzo powazne wypadki samochodowe , mam juz tylko 1 nie wibity palec , miałam złamana ręke i noge :/ Uważasz, że ktoś się myli? lub
Co sprawia, że jednych dręczy złowieszcze fatum, a drugich omija szerokim łukiem? Czy są osoby, które w sposób szczególny przyciągają pecha? Okazuje się, że tak. Ale rzadko mamy do czynienia z ofiarą klasycznego pecha, czyli fatalnego zbiegu okoliczności, na które nie mamy wpływu. Owszem, wszyscy znamy takie przypadki, ale najczęściej nieszczęścia ściągamy na siebie sami. Szczęściarze i pechowcy - Nie ma pechowców z urodzenia, ale są typy zachowań i sposoby myślenia, które pecha prowokują - zaznacza dr Joanna Heidtman, socjolog i psycholog. Pechowcami najczęściej zostają pesymiści. Wpadają oni w pułapkę samospełniającej się przepowiedni. Przekonani o tym, że ich działanie i tak skończy się klapą, nie przykładają się do niego i rzeczywiście ponoszą porażkę. - Utwierdza ich to w mniemaniu, że prześladuje ich zły los, że nic im się nie udaje itp. Po pewnym czasie niepowodzenia kumulują się i pozostaje wrażenie, że los uwziął się na nich. Takie błędne koło myślenia odgrywa niebagatelną rolę w przypadku pecha - ocenia dr Heidtman, autorka książki "W zgodzie z sobą, w zgodzie z innymi". Brytyjski psycholog Richard Wiseman, autor książki "The Luck Factor" ("Czynnik fortuny"), przeanalizował cechy osobowości szczęściarzy i pechowców. Tych ostatnich charakteryzowały nerwowość, wpadanie w popłoch, schematyczne myślenie i trudności w nawiązywaniu relacji towarzyskich. Farciarze byli przede wszystkim ekstrawertykami, czyli osobami otwartymi, zainteresowanymi światem zewnętrznym, towarzyskimi, aktywnymi i praktycznymi. - Są trzy sposoby, na jakie ekstrawertyczni szczęściarze zwiększają prawdopodobieństwo szczęśliwych zbiegów okoliczności w swoim życiu. Są to: spotykanie dużej liczby ludzi, atrakcyjność towarzyska i utrzymywanie znajomości z innymi ludźmi - przekonywał Wiseman. - Wybrańcy fortuny na przykład uśmiechają się dwukrotnie częściej i utrzymują ściślejszy kontakt wzrokowy niż nieudacznicy, co owocuje liczniejszymi kontaktami towarzyskimi, a tym samym zwiększeniem liczby korzystnych okazji. Pech zwykle omija ludzi kreatywnych, gdyż wpadają oni na nietypowe rozwiązania, które otwierają przed nimi nowe możliwości i ułatwiają zabłyśnięcie w pracy (co z kolei skutkuje awansem finansowym). Rodzi się natomiast w głowach osób, które nie mają poczucia wpływu na własne życie. Są niepewne, zagubione lub zbyt leniwe, by wziąć swój los we własne ręce. Tłumaczenie, że to okoliczności zewnętrzne rujnują nasze plany, jest wygodniejsze niż przyznanie, że sami nawaliliśmy. Nikt nie rodzi się pechowcem Według prof. Ewy Trzebińskiej, psychologa, to, co nas spotyka, w znacznym stopniu zaprogramowane jest w naszym umyśle. Niektórzy mają wdrukowany wręcz program pechowca. Prof. Trzebińska powołuje się na badacza - Erica Berne'a, który na podstawie wieloletniego doświadczenia klinicznego stwierdził, że każdy z nas ma w umyśle tzw. skrypt życiowy określający, kim jesteśmy, do czego dążymy i jak to osiągamy. Powstaje on w dzieciństwie. W zależności od doświadczeń nabytych w tym okresie, skrypt może być konstruktywny lub negatywny, czyli przegrywający. Ten ostatni charakteryzuje pechowców. Na nieszczęście osoby wyposażone w niego nie zdają sobie sprawy z tego, że same są źródłem swoich cierpień. Co więcej, człowiek - mówiąc potocznie - nastawiony na pecha, nauczony, że w życiu może go spotkać tylko przykra niespodzianka, zwykle nie potrafi przełamać takiego myślenia. - Takie osoby muszą odciąć się od myślenia, że świat sprzysiągł się przeciwko nim. Powinny racjonalnie i pragmatycznie przemyśleć swoje wpadki. To trudny proces i niewielu pechowców przechodzi na jasną stronę życia - przyznaje Joanna Heidtman. Czy wiara w szczęście odstrasza pecha? I tak, i nie. Nie pomaga w grach hazardowych, co eksperymentalnie sprawdził Wiseman. Okazało się, że osoby optymistycznie nastawione nie wygrywały częściej od ich pesymistycznych rywali. Przekonanie, że jest się w czepku urodzonym, podnosi natomiast poziom satysfakcji życiowej. Zaprogramowanie na sukces sprawia, że kiedy nadarza się okazja, wybrańcy losu potrafią ją w pełni wykorzystać. Co więcej, nawet w obliczu nieszczęścia są w stanie tę sytuację obrócić na swoją korzyść lub dostrzec w niej jakieś pozytywne aspekty. Pech ciąży tym bardziej, że jego ofiary często są skazane na izolację społeczną. Wprawdzie wnoszą radość swoimi nieszczęściami do uporządkowanego życia szczęściarzy, ale większość osób instynktownie odsuwa się od pechowców. - Bycie z ludźmi wymaga współdziałania, a to jest niemożliwe, jeśli jedna ze stron ponosi same klęski - tłumaczy Joanna Heidtman. Wychodzić z domu czy nie? Piątek 13, jeśli staje się pechowy, to głównie z powodu naszego nastawienia. Od lat przecież wmawiano nam, że to najgorszy dzień w roku i należy mieć się wtedy na baczności. Nawet nowojorska giełda odnotowuje wówczas spadek transakcji o ponad połowę, gdyż klienci boją się podejmować ryzyko. Ewa Galas, która komentowała kampanię prezydencką z punktu widzenia numerologii, przestrzega przed demonizowaniem tego dnia. - Nie ma on specjalnego wpływu na los człowieka - mówi numerolożka. - Co innego, jeśli ktoś przyjdzie na świat właśnie 13. Taka osoba częściej niż inne boryka się z problemami zawodowymi. Ma pracę ciężką i trudną, ale zmaganie się z nią z czasem przynosi pozytywne efekty. Trzynastka w dacie urodzenia jest jednym z czynników określających charakter, ale nie ma decydującego znaczenia dla osobowości - zastrzega. A jednak nawet Samuel Beckett, urodzony w piątek 13, nie oparł się pokusie, by winą za swój ponury żywot i nieudane pożycie z kobietami obarczyć trzynastką. Czy są jednak liczby, które przyciągają pecha? - Osoby, których data urodzenia sprowadza się do pięciu, mogą przyciągać sytuacje chaosu, ale nie nazwałabym tego pechem! - podkreśla Ewa Galas. Racjonalista może sięgnąć po bardziej wymierne dane weryfikujące rzekomo pechowy piątek 13. Edyta Grabowska, rzeczniczka pogotowia ratunkowego, zapewnia, że tego dnia medycy nie mają więcej pracy, a liczba wypadków nie wzrasta w tajemniczy sposób. - To normalny dzień. Więcej wezwań mamy z powodu niesprzyjającej pogody niż pechowej trzynastki - przekonuje. Nie zmienia się także liczba interwencji u medycznych histeryków, czujnych wobec wszelakich okoliczności. - Poziom ich nasycenia jest stały i nie zależy od daty w kalendarzu - dodaje Edyta Grabowska. Jeśli więc w piątek 13 dopadnie nas pech, zastanówmy się, czy sami go sobie nie zafundowaliśmy. Pechowcy O pechu mówił - choć przychodziło mu to z trudem - angielski wędkarz, który podczas morskiej wyprawy na ryby niedaleko Dorset nabił na haczyk... swój własny język. Wprawdzie była to jego największa dotychczasowa zdobycz, ale radość tłumił fakt, że będąc jednocześnie i myśliwym, i ofiarą w stanie krytycznym musiał zostać przetransportowany śmigłowcem do szpitala. Klasyczny pech spadł na głowę pewnego Turka w kafejce w Nevsehir. Spokojnie grał on sobie w domino, gdy nagle... przygniotła go krowa. Okazało się, że kawiarnię wybudowano na zboczu góry, jej dach był przedłużeniem pobliskiego pastwiska. Gdy zwierzę weszło na budynek, pękły belki stropowe i krowa wpadła do środka kafejki. Pechowy klient opuścił lokal na noszach z rozbitą głową i złamaną nogą. Krowie nic się nie stało. Niefart miał też pewien Polak, który w akcie desperacji odciął sobie penisa. Jednak gdy tego dokonał, rozmyślił się i zadzwonił po pogotowie. Sanitariusze zapakowali do karetki pacjenta i słój z odciętym członkiem. Pośpiech jednak sprawił, że kierowca stracił panowanie nad pojazdem. Pojemnik z cenną zawartością znalazł się na jezdni. Po czym został... rozjechany przez nadjeżdżające auto. Przyszywać nie było już czego. Więksi mają pecha? Adrian White, psycholog z Uniwersytetu w Leicester w Wielkiej Brytanii, opracował mapę szczęściarzy i pechowców. Okazało się, że tych pierwszych najwięcej jest w Danii. Największymi pechowcami na Ziemi czują się zaś mieszkańcy Burundi oraz Kongo i Zimbabwe. Polska uplasowała się na 99. miejscu. Więcej niż u nas pechowców zarejestrowano na Słowacji, w Rosji, na Litwie, Ukrainie i Białorusi. Po przebadaniu ok. 80 tys. osób ze 178 krajów wyszło na jaw, że im większe państwo, tym bardziej nieszczęśliwi mieszkańcy. Z sondażu OBOP wynika, że co czwarty z nas wierzy, że trzynastka przynosi pecha. W kulturze zachodniej trzynastka symbolizuje dysharmonię, katastrofę, śmierć, ruinę, zdradę. Dla osób, które wolą nie kusić złego losu, hotelarze pomijają 13 piętro i nie numerują tak pokoi. Ukłonem wobec przesądnych pasażerów linii lotniczych jest brak miejsc o numerze 13 w samolotach. W niektórych regionach Francji nie znakuje się domów tabliczkami z tą liczbą. We Włoszech natomiast nie występuje ona w różnego rodzaju grach loteryjnych.
Popękane lusterko Popękane lusterkoŹle przetrzymywana miotłakaktus w mieszkaniuZepsute zegaryPamiątki z polowańNiepotrzebne pamiątkiPióra od pawiaSposób ustawienia łóżkaNieaktualna karta w kalendarzuBujany fotel Zgodnie z zasadą feng shui nie powinno być ułamane, odbarwione i wadliwe. Musimy je ciągle czyścić. Lepiej dodatkowo nie ustawiać ich naprzeciwko łóżka. Krąży również od bardzo dawna przesąd, że uszkodzone lustro to siedem lat nieszczęścia. Skaza na własnym odbiciu też nie kojarzy się dobrze. Źle przetrzymywana miotła Trzeba nie zapominać, że jej odstawienie na miejsce odgrywa kluczową rolę. Po skończonym sprzątaniu miotła a dokładniej jej włosie powinno być skierowane zawsze do podłogi. Pozostawiona w przeciwnym kierunku ściągnie do domu pecha i odpędzi miłość. kaktus w mieszkaniu Osoby, które wierzą w przesądy, są zobowiązane sobie odpuścić posiadanie kaktusów. Feng shui twierdzi, że rośliny, które posiadają kolce (wszystkie oprócz róż) są przepełnione złą energią oraz pechem więc ich właściciel powinien być uważny w tej kwestii. Osoby przesądne muszą oprócz kaktusów pozbyć się zdechłych i wysuszonych kwiatów. Zepsute zegary Zegary szczególnie te pamiątkowe, rodzinne, przekazywane z pokolenia na pokolenie mają swój urok. Jednak jeśli się zepsują i nie możemy ich przywrócić do poprzedniego stanu to lepiej pozbyć się ich z domu. Przesąd mówi, że zegar, który przestał tykać nagle i nieoczekiwanie pokazuje godzinę nieszczęścia. Według Feng shui niedziałające przyrządy, które pokazują czas, są w stanie wyrządzić mnóstwo krzywd. Pamiątki z polowań Wypchane martwe zwierzęta na ścianie to najbardziej spotykana ozdoba w starych drewnianych chatkach i nikt ich już nie chce mieć na ścianach w swoich pięknych domach. Oprócz prostych takich ludzkich niechęci do takich „ozdób” to dodatkowo dostarczają one najgorszy typ pecha, powiązany ze śmiercią. Niepotrzebne pamiątki Rzeczy, które dostaliśmy od ludzi, z którymi już nie utrzymujemy kontaktów, pokłóciliśmy się albo rozstaliśmy się w nerwowej atmosferze rozsądniej jest się ich pozbyć. Cała zła energia, jaka jest nagromadzona wewnątrz nich, jest w stanie rozprzestrzenić się na nasz dom i na nas. Pióra od pawia Pawie pióra w mieszkaniu zapowiadają komplikacji w życiu rodzinnym. Przesąd ten wywodzi się z charakteru tego zwierzęcia. Paw jest niebywale czujny, w obliczu niebezpieczeństwa ogłasza hałaśliwy alarm. Dlatego utarło się, że paw jest w stanie przeczuć niedaleką śmierć. Być może stąd w niektórych z nas jest zadomowiony strach przed pawimi piórami. Sposób ustawienia łóżka Jednym z przodujących grzechów w aranżacji to postawienie łóżka w ten sposób, aby nogi były wycelowane do drzwi. To nie główna przyczyna, aby tak właśnie go nie lokować. Przesądy twierdzą, aby chlubić się wieloletnim i szczęśliwym życiem, wezgłowie powinno być zorientowane na południe. Nieaktualna karta w kalendarzu Niedzisiejszy kalendarz to podobny symbol pecha jak niedziałający zegar. Według przesądów utkwienie na konkretnym dniu może zapoczątkować pasmo niepowodzeń. Aby uniknąć pecha, lepiej pamiętaj o wyrywaniu przestarzałych kartek kalendarza. Bujany fotel Zgodnie z irlandzkimi przesądami pusty bujany fotel przyciąga siły nieczyste, które z przyjemnością się w nich rozsiadają. Dlatego może lepiej nie nabywać takiego bujanego fotela niż w przyszłości odczuwać strach. Nawigacja wpisu
My, Polacy, lubimy myśleć, że mamy pecha. Jesteśmy wręcz w światowej czołówce tych, którzy myślą, że ciąży nad nimi fatum. Wielu z nas wręcz przeżywa duchową ekstazę chwaląc się innym, jakimi są pechowcami. Wiadomo, że pechowiec zawsze ma czym zabawić towarzystwo. Wiadomo też, że nad pechowcem wszyscy się litują i jest szansa, że go wyręczą. Pech się wielu z nas po prostu opłaca. Zawsze przecież jest na co zwalić. Jak już nie na "onych", to na pecha. "Taka karma" - jękną Hindusi słysząc nasze polskie opowieści o wiecznym pechu i o tym, że wszystko nam się nie udaje przez legendarnych "onych". "Taka karma" z kolei dla większości naszych rodaków to coś, co kojarzy się z hinduizmem, buddyzmem, albo ... z miską jedzonka. Kiedy jednak nawet osoby uważające się za zaawansowane w rozwoju duchowym zajmują się tym tematem, wówczas okazuje się, że nie do końca rozumieją, o co chodzi i do rozumienia głębokiego im daleko. Naszym rodakom karma kojarzy się w najlepszym razie z karą za złe uczynki w poprzednich wcieleniach. Na pewno jednak nie z sytuacją, którą właśnie tworzymy lub którą stworzyliśmy jakiś czas temu, w obecnym życiu. Najmniej z "zasługami", dzięki którym żyje nam się dobrze lub coraz lepiej. A to błąd. Czym więc jest karma? To przyczynowość wydarzeń zachodzących w naszym życiu. Przyczynami owych zdarzeń są nasze intencje. Intencje to myśli, oczekiwania, zaślepienia, ale także emocje - te pozytywne, jak i negatywne. Pozytywne myśli i emocje dają w rezultacie dobrą karmę, a negatywne - złą. Dodać trzeba, że w popularnym ujęciu karma wynika z uczynków. Trzeba się z tym zgodzić, ale należy też uwzględnić prosty fakt, że nie ma uczynków bez intencji (nawet w afekcie). Zrozumienie, jak działa karma i czym ona jest w istocie, przeciętnemu rodakowi nastręcza wiele problemów. Hindus powie: "Mam dobrą karmę, więc studiuję medycynę". Polak mu odparuje: "Jaka tam karma. Bzdury gadasz o jakiejś karmie! Musiałeś skończyć dobre szkoły i dostać się na studia. To co to za karma?". I na to odpowie Hindus: - "Właśnie na tym polega moja dobra karma. Jakie uczynki, taka karma. A te były dobre, więc i owoc jest dobry". To jeden z przykładów, jak działa to, co buddyści i hinduiści nazywają jednym słowem: "karma". Myślę, że ten przykład pomoże zrozumieć, o czym mowa. Karma wydaje się być mechanizmem nagradzania za dobre intencje oraz uczynki i karania za złe. Wielu łatwo zaakceptować, że to, co nas spotyka, jest wynikiem uczynków z poprzednich wcieleń. Ale myślenie, że teraz też stwarzamy sobie karmę, już nie jest tak oczywiste. Jednak karmę sobie stwarzamy na bieżąco. Kończąc szkołę podstawową, gromadzimy zasługę karmiczną wystarczającą, by pójść do szkoły średniej. Kończąc tę szkołę i zdając maturę, mamy zasługę karmiczną umożliwiającą pójście na studia, po drodze jednak musimy zdać jeszcze egzamin wstępny (to też dobra karma). I wreszcie kończąc studia mamy taką karmę, która umożliwia nam podjęcie pracy w zawodzie. Oczywiście, wszystko działa do momentu, kiedy na horyzoncie nie pojawi się nasz polski pech - czyli brak ofert pracy i niechęć do podjęcia własnej inicjatywy w celu zarobkowania. Pechowiec wygodny i faktyczny nieszczęśnik Brak ofert jest niezależny od nas. Za to niechęć do samodzielnej pracy - wręcz przeciwnie. Wniosek z tego jeden: pech zależy od woli i intencji pechowca! I nic w tym dziwnego, bo pech się po prostu opłaca. Pod warunkiem, że nie za bardzo męczy. Pewien mój znajomy szukał pracy. Rozwijał się duchowo, znał prawa kreacji i szukał pracy. Szukał i nie mógł znaleźć. Ale rodzina była z niego dumna. Utrzymywała go rok, dwa, trzy i ciągle zadowalała się tym, że on szuka pracy, tylko nie znajduje, "bo ma pecha". A kto by nie chciał mieć takiego pecha, żeby kilka lat nic nie robić i pozostawać na utrzymaniu rodziny? Po prostu raj na Ziemi! Tylko czasami trzeba na kilka godzin dziennie zniknąć rodzinie z oczu, żeby krewniacy widzieli, jak pechowiec się stara. Podobnie jest z pechem w innych dziedzinach życia. W związkach, w miłości, w rodzinie. W niektórych kręgach pech jest tak modny, że w ogóle nie da się przebić z żadną pozytywną informacją, bo nie ma na nią zapotrzebowania. Nikt się nie interesuje szczęściarzem. Co innego pechowiec! On zawsze może liczyć na wsparcie, poparcie, dobre słowo, poklepanie po plecach, a czasami nawet na konkretną pomoc w gotówce (na wieczne nieoddanie). Może się licytować z innymi, kto ma większego pecha. A szczęściarz jest zbywany. No bo o czym tu mówić, jeśli komuś dobrze? Wygląda jakby wszyscy wokół chcieli się prześcigać we współczuciu. Bo ludzie są dobrzy. Albo chcą, żeby inni ich widzieli jako dobrych. I nie są zainteresowani pytaniem: "a za jaką cenę jesteś taki dobry"? Koncentrowanie uwagi na negatywizmach, na nieszczęściach, chorobach, pechu, to jakby nasz sport narodowy. I nawet osoby, które rozpoczęły swoją przygodę z rozwojem duchowym, dają się w to wkręcać. Co więcej, wiele z nich wkręca się całkiem dobrowolnie uważając, że litując się nad pechowcem i pomagając mu, zgromadzą sobie zasługę karmiczną na przyszłe wcielenia (no bo na "teraz" to pozytywnych efektów nie widać). I żyją w tym złudzeniu, dając się wykorzystywać aż do czasu, gdy zaczną zauważać, że stali się nie wybawcami, a ofiarami życiowej ofermy! A potem coś im zaczyna świtać, że temu "pechowcowi" żyje się lepiej niż im. I to dzięki ich poświęceniu! Myślenie, że się ma pecha to zły pomysł - dlaczego? No tak, ale "nie wylewajmy dziecka z kąpielą". Przecież oprócz "pechowców", którzy manipulują otoczeniem, są też i prawdziwi pechowcy, którym naprawdę nic nie wychodzi. Czego się tkną, to sknocą. Nikogo przy tym nie wykorzystują, bo ich pech wydaje się być bezinteresowny. Co więcej, często są karani za swojego pecha. Tak to wygląda na pierwszy rzut oka i z ich punktu widzenia. Przecież ze swojego pecha nie mają żadnych korzyści. No tak, dziś może nie mają, ale założę się, że w przeszłości mieli. Przeszłość minęła, a oni dalej funkcjonują według tego samego, już nieważnego scenariusza. Może inaczej nie potrafią? A może podświadomie im się wydaje, że nic lepszego już ich w życiu nie spotka? I właśnie ten motyw często ujawnia się w trakcie terapii. Ezoteryka w walce z pechem Z punktu widzenia ezoteryki myślenie, że się ma pecha, jest najprostszą drogą na manowce. Bowiem jedno z praw duchowych mówi, że "czym się zajmujesz, to wzrasta". Jeśli spotkalibyśmy "urodzonego" pechowca, to dlatego, że już w przeszłym życiu myślał o sobie, że jest pechowcem. I czerpał z tego korzyści. Obecne życie ma go nauczyć, że się nie opłaca być pechowcem, że warto się zabrać za siebie, że warto wziąć los w swoje ręce. Jak tego dokonać? Przede wszystkim trzeba pokochać siebie i uwierzyć, że się da radę. Znaczy, uwierzyć w swoje możliwości. Osoby pechowe często mają zaniżoną samoocenę. Częściowo może to wynikać z karmicznych intencji, a jest wzmacniane przez najbliższe otoczenie. Rodzice cały czas wmawiali im, że sobie nie poradzą, że im się nie uda. Pewnie gdyby potrafili przewidzieć, jakie będą skutki takich zabiegów wychowawczych, to by się 10 razy ugryźli w język, zanim by się głupio odezwali do dziecka. Ale cóż... wielu rodziców ma dzieci tylko po to, żeby sobie udowodnić, że są na świecie głupsi i gorsi od nich. Bo małym, słabym dzieciom wszystko można wmówić. A potem, gdy dzieci już dorosną, wymagają ciągłej opieki, bo wcześniej uwierzyły, że są głupie, niezdarne i złe. Tak właśnie działa prawo karmy. Co wzmacniasz, to się dzieje. Koncentrując uwagę na negatywnym programowaniu podświadomości uzyskujemy negatywny rezultat. A jak uzyskać rezultat pozytywny? To, na czym koncentrujesz uwagę, wzrasta w twoim życiu i otoczeniu. Logiczne więc wydaje się przestawić koncentrację z nastawienia negatywnego na pozytywne. Hop, siup, łatwo powiedzieć. Ale jak to wykonać? Trzeba zmienić sposób myślenia o sobie i swoje wyobrażenia na swój temat. Trzeba zmienić setki, jak nie tysiące negatywnych myśli i wyobrażeń, w myśli i wyobrażenia pozytywne. Oczywiście, że niektóre z myśli negatywnych mają znacznie większe znaczenie od innych. I to głównie na ich zmianie trzeba się skoncentrować. Tylko zmieniając myśli i wyobrażenia o sobie możemy odmienić swój los, a więc mówiąc językiem Hindusów --zmienić swoją karmę na lepszą. I wtedy pech przestanie nas prześladować. Czy to jest łatwe zadanie? Nie dla wszystkich. Bo to zależy od intencji. A komuś się przecież może wydawać, że tak jak jest, na pewno jest dobrze. No, może nie dobrze, ale przynajmniej bezpiecznie. Bo "po co nieznane dobro, skoro już oswoiliśmy się ze znanym złem"? Tak myśląc zabrniemy tylko w ślepy zaułek, a nasza karma objawi się w ten sposób, że jeśli nie popełnimy samobójstwa, to przynajmniej będziemy "jakoś" żyć dalej zażywając coraz więcej leków antydepresyjnych i środków uspokajających. Tę drogę wybiera ok. 16% naszego społeczeństwa. A co z resztą? Reszta dzieli się na nieliczną część tych, którzy już mają dobrze lub chcą coś zmienić na lepsze w swoim życiu, oraz na tę większość, która "jakoś" żyje od czasu do czasu "odreagowując" na alkoholowych imprezach, bądź wycofując się z życia. Mnie to nie odpowiada, ale wiem, że wiele osób woli takie życie niż żadne, albo niż pracę nad sobą. Dlaczego? Otóż nie nauczyliśmy się kochać i szanować siebie. Co więcej, kochanie i szanowanie siebie kojarzy się większości z nas z egoizmem lub pychą. A "pycha to przecież najgorszy z grzechów"! Dlatego to poczciwi ludzie zamiast kochać i szanować siebie, wkładają mnóstwo czasu i energii w zwalczanie pychy! To kwestia głęboko uwewnętrznionego światopoglądu. No to jak tu zacząć kochać i szanować siebie? Ludzie boją się grzeszyć. Dlatego z różnych pobudek potrafią być okrutni dla siebie i innych. I nie przychodzi im wtedy do głowy, że okrucieństwo jest grzechem. Przecież takiego grzechu nie ma w żadnym wykazie. A jednak, okrucieństwo wobec siebie i innych jest uznawane za grzech przez większość religii świata! Dlatego w kodeksach moralnych powtarza się: "nie rób drugiemu, co tobie niemiłe", "rób innym to, co chciałbyś, żeby inni tobie robili" czy wreszcie: "kochaj bliźniego jak siebie samego". To oczywiste wskazówki, w jaki sposób zadbać o dobrą karmę. Te wszystkie wskazania mają sens, gdy zdajemy sobie sprawę z działania prawa karmy. Gdybyśmy przyjęli opcje, że podlegamy z góry ustalonemu przeznaczeniu, wówczas nie miałoby sensu robienie czegokolwiek dobrego. A przecież niektórzy uważają, że niezależnie od woli czy uczynków "jedni są skazani, podczas gdy inni i tak będą wywyższeni". Inni też jakoś tłumaczą sobie przekonanie, że nic od nich nie zależy, więc muszą się godzić na swojego pecha. Pewna klientka zapłaciła mi 150 zł za konsultację, żeby mi w jej trakcie wmawiać, że pozytywne myślenie nie ma prawa działać, a to, o czym piszę i co osiągnąłem, jest po prostu niemożliwe. Niestety, jej misja i pieniądze poszły na marne. Mnie to działa. A skoro działa mnie, to powinno działać też innym. I znam wielu takich, którzy nie mają wątpliwości, tylko stosują zasady prawa karmy. A zasady te mówią, że "jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz". Używają więc pozytywnego myślenia na co dzień i osiągają zadowalające rezultaty. To nie działa tylko wówczas, kiedy się wydaje, że "lepiej już nie będzie", a także w szczególnych przypadkach, gdy ktoś się czuje winny czy niegodny. Kluczem do zmiany pecha na powodzenie jest pokochanie i polubienie siebie. Jeśli mamy innych kochać jak siebie samych, to choćby z tego powodu warto spróbować NAJPIERW pokochać siebie. Tak mówi logika. A praktyka to potwierdza. Osoby, które nauczyły się kochać, lubić i szanować siebie, zauważają, że wszystko im wychodzi dużo łatwiej niż dotychczas. Zaczynają zauważać, że w ich życiu działa zasada: PONIEWAŻ KOCHAM, LUBIĘ, SZANUJĘ, DOCENIAM SIEBIE, TO ZASŁUGUJĘ NA WSZYSTKO, CO NAJLEPSZE. A CO Z INNYMI? Co z tymi, którym powinniśmy pomagać, o których powinniśmy dbać? No właśnie? Co? A kto powiedział, że przede wszystkim mamy dbać o innych i wyręczać ich? Taki pogląd jest u nas popularny i z niego bierze się współuzależnienie. A współuzależnienie trzeba uzdrawiać, a nie pielęgnować. Pomaga w tym wiele grup terapeutycznych. Współuzależnienie to poważny problem społeczny i psychologiczny, który każe żyć pod dyktando osoby "nieszczęśliwej", "chorej", "pechowej". To sytuacja, w której taka "pechowa" osoba wykorzystuje bezlitośnie swoje otoczenie, by jej służyło rezygnując ze swojego szczęścia i swoich sukcesów. Warto zauważyć, że przez wielu etyków jest to sytuacja pożądana i chwalona! A przecież nie może nas spotkać nic gorszego! Zaczynamy od pokochania, szanowania i polubienia siebie. Potem przyjdzie czas na pokochanie bliźnich tak, jak kochamy siebie. W ramach pokochania siebie, trzeba się zaakceptować takim, jakim się jest, z wszystkimi swoimi wadami i słabościami. Nie ma wyjścia. To pierwszy krok. Towarzyszyć mu musi krok drugi - wybaczenie sobie i innym. To żeby nie było wątpliwości, że nie zawsze musimy szukać winnych. Co więcej, nie ma sensu szukać winnych! Bo nie ma sensu obwiniać, kiedy widzimy, że coraz więcej zależy tak naprawdę od nas. A to, że zależy, zauważamy już podczas wybaczania. Kiedy wykonamy dwa podstawowe kroki, jakimi są pokochanie siebie i wybaczenie, wówczas na tyle nam się zmieni perspektywa widzenia rzeczywistości, że będziemy woleli uważać się za dzieci szczęścia niż za pechowców. I tak oto nasza karma ulegnie poważnej zmianie na lepsze. Dla szczęściarza szklanka jest do połowy pełna, dla pechowca ta sama szklanka jest "już, niestety" i "co za nieszczęście" - w połowie pusta. Fakt jest ten sam, ale jakże różna interpretacja! Jeden więc będzie np. ubolewał, że musi płacić podatki, bo nie lubi zarabiać, podczas gdy drugi będzie sobie życzył takich zarobków, żeby go było stać na najwyższe podatki. Najskuteczniejszym środkiem do zmiany naszych nastawień jest posługiwanie się afirmacjami, czyli powtarzanie pozytywnych myśli zaprzeczających myślom negatywnym. Jeśli ktoś nie potrafi samodzielnie nauczyć się pracy z afirmacjami, modlitwami czy wizualizacjami, ma dziś do wyboru wiele kursów, na których może się tego szybko nauczyć. Może też poczytać na ten temat sporo książek. Leszek Żądło to uzdrowiciel, radiesteta, psychotronik z powołania i specjalista od spraw rozwoju duchowego. Od lat zajmuje się prowadzeniem terapii opartej na Hunie, regresingu i medytacji połączonej z modlitwą. Ma na swoim koncie wiele pyblikacji z zakresu metod rozwoju duchowego oraz na temat pamięci poprzednich wcieleń.