Co zobaczyć w Barcelonie? Sagrada Familia Koniecznie! Tego miejsca nie wolno Wam ominąć. Sagrada Familia jest symbolem miasta, świątynią której wnętrza powalają. Zaprojektowana przez Antonio Gaudiego, jest wciąż w budowie. Warto kupić bilety przez internet i przyjść rano, później najprawdopodobniej zastaną Was gigantyczne kolejki. Tłumaczenia w kontekście hasła "hiszpan" z polskiego na niemiecki od Reverso Context: Nasz gospodarz mówi tylko Hiszpan, nawet jeśli kontakt jest przyjazny. Szlak Francuski. Pielgrzym odpoczywający na Szlaku św. Jakuba. Odległość: 930 km Etapy: około 32. Od Pirenejów po Santiago de Compostela, Szlak Francuski przebiega przez regiony Aragonii, Nawarry, La Rioja, Kastylii i León oraz Galicji na trasie, którą co roku przemierza ponad 150 000 pielgrzymów. Szlak francuski istnieje od czasu Relacje transferowe na żywo [LINK] Reklama Lech Poznań: Niedawna gwiazda zespołu wystawiona na listę transferową 17 minut temu Raków Częstochowa ma zapłacić za zawodnika ponad pół miliona euro 1 godzina temu OFICJALNIE: Marek Saganowski trenerem w Ekstraklasie. Insta: czas1nTt: czasinFb: CzasinALBO-ALBO 🎵 https://www.youtube.com/watch?v=-hfNzfWiCYkBUENA VIDA 🎵 https://www.youtube.com/watch?v=H8G99SRgNv8O NIE 🎵 ht Haizea do Polski przyjechała siedem lat temu, by zacząć staż w branży turystycznej w Krakowie. — W moim kraju trudno znaleźć dobrą pracę, nie tylko ze względu na zarobki, ale też na nie najlepsze traktowanie pracowników. Uważam, że w polskich miastach, takich jak Kraków czy Warszawa, jest znacznie więcej możliwości — wyjawia w rozmowie z Onet Podróże hiszpańska Fabian Ruiz z piłkarza, który męczy oko i drepcze w środkowej tercji boiska, stał się zawodnikiem, który zaliczył w tym sezonie ogromny progres pod okiem Luciano Spallettiego. Hasło krzyżówkowe „miasto w Hiszpanii” w leksykonie krzyżówkowym. W niniejszym leksykonie krzyżówkowym dla wyrażenia miasto w Hiszpanii znajduje się prawie 45 opisów do krzyżówki. Znajomość dni tygodnia jest bazą w rozmowach o podstawowych codziennych czynnościach i zadaniach. W tym artykule pokażemy Ci, jak czytać, pisać i wymawiać dni tygodnia po hiszpańsku. Postępując zgodnie z naszymi radami i przy odpowiedniej ilości praktyki, będziesz wymawiał dni tygodnia niczym rodowity Hiszpan! GEMME POLSKA. w październiku 2016 roku. Obecnie posiada ponad 30 członków. Wspólnie z ponad 20 innymi sekcjami lokalnymi, stanowi Europejskie Stowarzyszenie Sędziów na rzecz Mediacji, będące pozarządową organizacją posiadającą aktualnie status obserwatora w Radzie Europy. Celem tej organizacji jest promowanie mediacji wśród osób olsRq. Hiszpania kojarzy się z ciepłym piaskiem, soczystymi owocami i wakacyjnymi przygodami. Wielu turystów poza przepisami drogowymi w Hiszpanii zastanawia się również nad tym jak wygląda miłość po hiszpańsku. Jeśli wybieracie się na wakacje w Hiszpanii i chcecie uprawiać miłość po hiszpańsku zapraszamy na poradnik dla kobiet i mężczyzn. Jak wygląda hiszpańska miłość? Na czym polega? Jak się przygotować? Na początek warto powiedzieć sobie jasno – miłość po hiszpańsku to amor ale raczej nie takie amory przyciągają Was do artykułu. Jeśli chodzi o miłość hiszpańską o jakiej myśleliście, to mamy dla Was ciekawostkę – w Hiszpanii wcale nie nazywa się jej miłością hiszpańską. Hiszpanie znają ją pod nazwą miłości kubańskiej, a w innych krajach w których hiszpański jest językiem urzędowym stosunek między piersiami określa się na przykład… ruską kurtką. W Niemczech i w Polsce to tradycyjny hiszpan. Miłość hiszpańska wcale nie polega na tym, by rozłożyć się na katalońskiej plaży i uprawiać miłość. Chodzi o włożenie członka między piersi partnerki. Do miłości hiszpańskiej konieczne są duże piersi partnerki, które zaciska się na członku. Oczywiście dziewczyny z mniejszymi rozmiarami mogą pomóc sobie rękoma. Czy podczas miłości hiszpańskiej można stosować lubrykanty? Jeden rabin powie tak, drugi powie nie. To już zależy od indywidualnych preferencji. Oczywiście możliwe jest zarówno nawilżenie członka jak i piersi partnerki. Stosunek hiszpański to raczej metoda miłości heteroseksualnej, chociaż również dwie panie mogą pobawić się w ten sposób używając gadżetu znanego szeroko jako strap-on. Zobacz także5 powodów by zwiedzić Barcelonę w zimie. Listopad, grudzień, styczeń czy może luty na wczasy?Prom Teneryfa La Palma, rejsy, bilety, ceny i rozkład w 2022Czy w Hiszpanii są rekiny na plaży? Czy atakują?Prom Gran Canaria Fuerteventura, rejsy, bilety, ceny i rozkład w 2022Czy we Włoszech jest zmiana czasu? Kiedy jest zmiana?Kiedy można jechać na wczasy? Czy kwarantanna nadal jest obowiązkowa?Bezpieczeństwo w Madrycie, kieszonkowcy, czy należy uważać?Czy na Wyspach Kanaryjskich są imigranci? Czy są uchodźcy? Strona używa ciasteczek(nie, nie włoskich cantuccini), czy akceptujesz ten fakt? Cookie settingsAkceptuje Jaki według Ciebie jest statyczny Hiszpan? Turyści przyjeżdżają do Hiszpanii, nie tylko po ty by poleżeć na plaży, zakwaterować się w hotelu z all inclusive czy zwiedzić Sagradę Familię i inne zabytki typu stadiony piłkarskie. To jest tylko dodatek. Nie oszukujmy się… Turyści szukają tej prawdziwej Hiszpanii, tej o której się mówi, ale niezawiele. To co przyciąga w tym kraju to ta przysłowiowa mentalność hiszpańska. Gdzie szukać, jak szukać i czego szukać o tym dowiesz się w tym treści1 Jacy są Hiszpanie na co dzień? Zrób to Krzyk wyraża wiele Wszyscy w Hiszpanii są wujkami i Hiszpanie lubią się spóźniać, ale ile? Co wspólnego ma Hiszpan z chomikem? Jeden pies to za Czy Hiszpanie są zazdrośni? Bo najważniejsze w życiu Hiszpana jest… Emancypacja. A co to takiego?2 Hiszpanie: języki własne i obce3 Czy Hiszpanie są rasistami?4 Typowy Hiszpan „szasta” kasą5 Polak i Hiszpan dwa bratanki6 Lenie, śpiochy i brudasy… Stereotyp czy fakt?7 Gdzie szukać Hiszpana jeśli nie ma go w domu i w pracy?Jacy są Hiszpanie na co dzień? Gdzie szukać prawdziwego statystycznego Hiszpana? Wszędzie! Statystyczny Hiszpan może być miejski (z większego miasta) lub z prowincji (wszystko poza dużymi miastami). Moje obserwacje są na bazie doświadczeń z prowincji i mogą różnić się w zależności od regionu. Ogólnie między Hiszpanami jest takie przeświadczenie, że ci rodacy z północy są zamknięci a ci z południa za bardzo otwarci i krzykliwi. Ci z Madrytu to są ze stolycy i się panoszą. Katalończycy podobnie jak ci ze stolycy są wyniośli i skąpi. Poza tym, jak jedziesz do Katalonii to weź ze sobą paszport, bo to przecież inny kraj jest (tak żartują sobie Hiszpanie w nawiązaniu do prób odłączenia się Katalonii od Hiszpanii terytorialnie i mentalnie). Żeby jeszcze bardziej generalizować to dzisiaj przeczytacie o tzw. Fulanito i Menganito czyli o osobach, których imienia rzeczywistego nie znamy lub nie chcemy podać, lub chcemy przytoczyć jakieś sytuacje hipotetyczne z udziałem jakiś osób. Tak więc, aby artykuł był bardziej bliski hiszpańskiej rzeczywistości, będę używała tego jakże hiszpańskiego sformułowania. Zrób to mañana Jeśli myślisz, że Hiszpanie odkładają wszystko na jutro to jesteś w połowicznym błędzie! Fulanito i Menganito odkładają sprawy na kolejny dzień, ale nie wszystkie. Hiszpańska zasada spiesz się powoli obowiązuje, ale w sferze pracy zawodowej. W pracy nie wolno się przemęczać. Oczywiście trzeba pracować tak, aby szef się za bardzo nie czepiał. Czy to oznacza, że jak przyjdziemy do urzędu, to nie załatwimy sprawy? Otóż nie. Hiszpanie są dośc elastyczni. Sprawę załatwimy a jak brakuje jakiegoś dokumentu to możemy go donieść mañana. Zasada jutrzejszego dnia nie dotyczy sfery prywatnej Hiszpana. Fulanito i Menganito musi sprawy prywatne załatwić tu i teraz. Trzeba kupić nowy telewizor czy telefon? Musi to być teraz i dzisiaj. Zatkał się kran, zepsuła się spłuczka w talecie? Trzeba zadzwonić po hudraulika tu i teraz. „Wywaliło” korki? Zadzwonić po elektryka trzeba tu i teraz. Krzyk wyraża wiele emocji Jeśli lubisz ciszę to Hiszpania nie jest krajem dla ciebie. Tutaj ludzie większość rozmów prowadzą podniesionym głosem. Nie oznacza to, że za każdym razem Fulanito i Menganito się kłóci. Poprostu rozmawia z kimś znajomym, który idzie drugą stroną ulicy, albo ze znajomym będącym na balkonie lub w oknie. Hiszpan będzie także mówił lekko podniesionym głosem, kiedy będzie chciał komuś lekko dokuczyć. Najbardziej powszechną sytuacją jest kiedy spotkają się dwaj Hiszpanie i zaczną rozmowę od tego, że nie widzieli się od lat (mimo, że widzieli się w zeszłym tygodniu). Teraz następuje uszczypliwość podniesionym głosem: DOBRZE wyglądasz. Oczywiście tak, żeby reszta osób na ulicy lub w barze to usłyszała. A co jeśli Fulanito i Menganito jest zdenerwowany, wkurzony, poirytowany i wszystkie inne -any? Wtedy go słychać, ale nie widać, dosłownie… Słyszysz, że ktoś coś, ale żeby wiedzieć kto, musisz udać się 2 ulice dalej. Wszyscy w Hiszpanii są wujkami i ciotkami Hiszpanie to jedna wielka rodzina. Każdy do siebie mówi ciotka i wujek czyli odpowiednio po hiszpańsku: tía lub tío (czytaj: tija, tijo). To określenie wcale nie ma nic wspólnego ze stopniem pokrewieństwa. Jest to w mowie potocznej określenie przypominające nasze koleś lub laska. Zauważam, że na ulicach słyszy się jednak więcej tía. Najlepsze jest to, że w zależności od intonacji tía może mieć różne znaczenie. Słowo to może wyrażać takie emocje jak: „mam ploteczki”, „nie uwierzysz co ci zaraz powiem”, „pomóż mi proszę” lub zastępuje stwierdzenie „normalka”. Dlatego właśnie tak ciężko jest zrozumieć Hiszpanów. Hiszpanie lubią się spóźniać, ale ile? Ogólnie Hiszpanie jako naród można zaliczyć do spóźnialskich. Nie mniej jednak nie w każdej sytuacji. Do pracy się nie spóźniają. Po co się spóźniać do pracy, skoro zaraz przy wejściu witamy się z wszystkimi i następują magiczne słowa: To co? Idziemy na śniadanie? Fulanito i Menganito prawie zawsze spóźni się na spotkanie towarzyskie, 5-10 minut to taki standard. Każdy Hiszpan ma wśród swoich znajomych kogoś, kto spóźnia się nawet pół godziny. Jeśli nie pojawia się taka osoba przez pierwsze 20 minut i do niej dzwonisz, to bądź pewien, że usłyszysz: Właśnie wychodzę z domu. Nie mniej jednak Fulanito i Menganito wie, że ta osoba właśnie wyszła spod prysznica i jeszcze potrwa zanim dotrze na umówione spotkanie. Do restauracji też można się spóźnić, ale jedynie 15 minut. Po tym czasie restauracja anuluje rezerwację. Co wspólnego ma Hiszpan z chomikem? Co ma wspólnego Hiszpan z chomikem? Wcale nie chodzi o to, że obaj lubią coś przegryźć… Hiszpanie, głównie to starsze pokolenie, ma manię chomikowania czego się da. Zwłasza jeśli chodzi o bibeloty i inne figurki. Poza tym, podczas wielkiego sprzątania mieszkania może się okazać, że rzeczy, które Fulanito i Menganito nie potrzebuje i nie używa to jednak w przyszłości może je użyje? Także Hiszpan zachowa wszystko, jedynie zmieni miejsce ich przechowywania (tak aby było widać, że posprzątał). Jedyną rzeczą, która Hiszpanie chomikują bez względu na wiek to… Reklamówki. Tak tak. Jak to Hiszpanie mówią: Pokaż mi, że mieszkasz w Hiszpanii, bez mówienia mi, że mieszkasz w Hiszpanii. Wtedy wyciągasz reklamówkę pełną innych reklamówek. No i zdjęcia. Wszędzie zdjecia… dużo zdjęć. Jak nie na ścianach to na wszystkich półkach… a jak na półkach się nie zmieszczą to postawimy ramki ze zdjęciami na stole. Jak ktoś przyjdzie to wtedy się ściągnie. Zdjęć nie wolno trzymać w albumach. Zdjęcia są po to by je pokazać! Hiszpanie to też trochę sroki. Jak coś się świeci na chodniku to podleci sprawdzić. Jeśli jest to moneta centowa, to ją wyrzuci i powie: eee, nie… to nie… Jeśli to jakiś zgubiony kolczyk, element bransoletki czy inne drogocenne coś, wtedy przedmiot jest interesujący: Ciekawe czy to złoto… Ile za to by mi dali u jubilera? Jeden pies to za mało Fulanito i Menganito jest wielkim fanem zwierząt. Kotek, piesek, chomik,… nie… Przeciętny Hiszpan ma w domu mini zoo. Zwłaszcza jeśli taki statystyczny Hiszpan ma wnuki. Wtedy w domu poza psem czy kotem, jest też kanarek, papużki, chomik a w polocie królik. U mnie w bloku co drugi sąsiad ma papużki i kanarki na balkonie. Koncert z rana jak w kurniku. Jeśli chodzi o psy, to na jednym pupilu się nie kończy. Normalnością jest mieć dwa psy. Najlepiej gdy są to szczekacze typu York lub małe białe mopy, nie wiem jaka to rasa. Fulanito i Menganito jest sprytny, będzie miał psa tylko dla siebie. Niech partnerka sobie kupi swojego. Poza tym, na psa zawsze można wyrwać jakiegoś chłopaka czy dziewczynę: jaką karmę kupujesz swojemu psu? Gdzie kupiłaś smycz? I takie tam inne podrywy. A teraz uwaga, bo od kwietnia 2021 roku parlament hiszpański przegłosował ustawę, w której mowa o ochronie praw zwierząt jeśli para się rozejdzie czy rozwiedzie. Tak, tak… Teraz już nie tak łatwo się rozwieść w Hiszpanii. Tak jak w przypadku dzieci trzeba będzie ustalić z kim zwierzak zostaje, pory odwiedzin a nawet alimenty! Czy Hiszpanie są zazdrośni? Oczywiście, że Hiszpanie są zazdrośni. Są zadrośni o partnerów, są zazdrośni, że sąsiad więcej zarabia, że sąsiad ma lepszy samochód, że sąsiad wygrał trochę grosza na loterii… Ale czyż Polak też nie jest zazdrosny? Hiszpanie nawet mają dwa określenia na zazdrość. Jeśli ktoś jest zazdrosny o kogoś wtedy Hiszpan powie, że ktoś jest celoso (czytaj: seloso). Jeśli Hiszpan chce powiedzieć, że ktoś zazdrości czegoś komuś, wtedy powie, że jest envidioso (czytaj: enwidjoso). Bo najważniejsze w życiu Hiszpana jest… …JEDZENIE. Jeśli w pierwszej kolejności przyszła ci na myśl piłka nożna to jesteś w błędzie. Hiszpan najpierw musi dobrze zjeść. Bez pełnego brzucha nawet mecz nie wchodzi. Nie masz o czym rozmawiać? Nawiąż w rozmowie do jedzenia. Dowiesz się co i gdzie zjeść. Normalnością jest, że Hiszpanie na grupach whatssapp wysyłają sobie w weekend zdjęcia z restauracji. Nie, na zdjęciach nie występuja oni, ale jedzenie! Poza tym, podczas jedzenia potrafią rozmawiać o jedzeniu z innej restauracji! Może i Francuzi jedzą dłużej niż Hiszpanie, ale za to Hiszpanie dłużej rozmawiają o jedzeniu. Emancypacja. A co to takiego? W słowniku Fulanito i Menganito nie ma takiego słowa przed 35-tym rokiem życia. Hiszpanie dość późno wychodzą spod skrzydeł rodziców. Nie dziwi więc fakt, że co raz więcej osób po 30-tce nie umie zrobić jajecznicy czy nastawić pralki! To nie jest do śmiechu, bo znam takie osoby. Ba! Znam też, takie osoby, które mają własne mieszkanie, ale wciąż żyją w domu ze swoimi rodzicami! Zganianie winy na polityków, że mieszkania są drogie i to przez to nie wyprowadzają się z domu rodzinnego jest zwykłą wymówką. Fulanito i Menganito poprostu jest zbyt wygodny. Lepiej jest żyć na koszt rodziców, a to co się zarobi wydać na swoje fanaberie. Mamusia ugotuje, upierze, wyprasuje… A jak trzeba się wyprowadzić od rodziców to najlepiej niedaleko. Tak, na długość pępowiny, najlepiej ulicę dalej. Hiszpanie: języki własne i obce Jeden filmik wyraża więcej niż tysiąc słów. Fulanito i Menganito będzie dbał o swój język ojczysty. Nie powie hot dog, powie perrito caliente (czytaj: perrito kaliente). Nie wyśle ci linka, wyśle ci enlace (czytaj: enlase). Jeśli już Fulanito i Menganito będzie chciał zabłysnąć angielskim to na stwierdzenie „co ty mówisz?” powie: pero que me estas „container” ? (w sensie hiszpańskiego: pero que me estas contando?). Hiszpanie nie tylko dbają o swój język castellano, ale także o swój język lokalny. Co do języków obcych a w szczególności co do angielskiego, to Hiszpanie faktycznie mają problem z poprawnym wymawianiem i chęcią do nauki języków obcych. Po pierwsze z lenistwa, bo i tak jak turyści przyjeżdżają to znają kilka słów po hiszpańsku. To, że Hiszpan nie jest w stanie wypowiedzieć poprawnie słów w angielskim to tylko i wyłącznie jego ignorancja. Znam wielu Hiszpanów, którzy świetnie mówią po angielsku, czyli to oznacza, że da się… Praktyka czyni mistrza. Poza tym jak mój Angel potrafi wypowiadać słowa po polsku, a przecież polski wcale łatwym językiem nie jest, to inne jezyki przy tym to dla Hiszpana powinny być jak bułka z masłem! Czy Hiszpanie są rasistami? „Ja tam do niego nic nie mam, ale…” Hiszpanie na pierwszy rzut oka są otwarci i życzliwi. Nie mniej jednak w zaciszu własnego domu lub zaciszu przyjaciół często padają hasła z dezaprobatą w stosunku do innych nacji. Myślenie rasistowskie nasiliło się znacznie odkąd masowo łodziami do brzegów Hiszpanii przybywają nielegalni imigranci. Ogólnie Hiszpanie nie mają nic przeciwko napływowym, o ile dostosują się do zasad panujących w Hiszpanii. Fulanito i Menganito na zakupy spożywcze uda się do moro (czyli do Araba, Marokańczyka). Kiedy wszystkie sklepy pozamykane są w niedzielę czy święta to sklep moro zawsze jest otwarty. U niego kupi się chleb jak zabraknie. Ba! Moro zawsze ma najlepsze owoce! Najsłodsze, dojrzałe i w dobrej cenie! Jak oni to robią?! Jeśli chodzi o produkty poza spożywcze wtedy każdego Hiszpana ratuje chino (czytaj czino) czyli sklep pod dowództwem Chińczyka. Jest to sklep typu groch, mydło i powidło czyli znajdziesz tutaj wszystko od stringów po gwoździe, zastawę kuchenną, środki czystości czy zabawki. No i najważniejsze… Super Glue!!!! (po naszemu Kropelka 😜). Jeśli chodzi o napływowych ze wschodu czyli Rosjan, Polaków, Rumunów, Ukraińców itp. to Hiszpanie wrzucają nas do jednego worka: Ci ze wschodu, ale pracowici i mają piekne kobiety. Nie integrują się z nami Hiszpanami, ale nie przeszkadzają nam. Hiszpanek niech nam nie tykają, ale my będziemy żenić się z ich kobietami. Chyba do listy powinnam dodać egoizm 🤔 Jest też nacja, której Hiszpanie nie lubią, ale ją tolerują. Chodzi o turystów z Wielkiej Brytanii. Mówię tutaj o tej części nacji, która przyjeżdża zabawić się w Hiszpanii. Są hałaśliwi (bardziej niż Hiszpanie 😂), upijają się, skaczą z balkonów hotelowych do basenów, latają nago po mieście i myślą, że są królami życia. Dlaczego zatem Hiszpanie ich tolerują? Bo zostawią duże napiwki i dają dużo zarobić branży turystycznej. Typowy Hiszpan „szasta” kasą Tak wygląda portfel statystycznego Fulanito i Menganito. Typowy Fulanito i Menganito nie umie oszczędzać. Może inaczej… Oszczędza, ale tylko po to, by wszystko wydać na urlop. Wielu Hiszpanów powtarza jak mantrę, że nie ważne jak krucho będzie z kasą to na urlop i fiestę fundusze trzeba mieć. Hiszpan nie zrezygnuje z drobnych przyjemności typu codzienna kawa czy piwko w barze, weekendowy wypad do restauracji z przyjaciółmi czy wyjście do klubu (bez względu na wiek). Bardzo dużo Hiszpanów zadłuża się na różnego rodzaju wydatki, np. zakup nowego TV czy nowego modelu komórki. Nie potrafią zrezygnować z zachcianek lub zwyczajnie odłożyć ich w czasie. Muszę też wspomnieć o osobach, które zaciągają kredyty by grać na słynnej hiszpańskej świątecznej loterii El Gordo. Kilka tysięcy na losy, co to takiego… Tak, Hiszpanie są hazardzistami i to bardzo uzależnionymi. Poza tym w telewizji na okrągło puszczają reklamy portali i aplikacji z grami „casino”. Polak i Hiszpan dwa bratanki Polak i Hiszpan dwa bratanki w… Narzekaniu. Pomyślisz sobie, ale na co ma narzekać Hiszpan? Przecież Hiszpania to kraj mlekiem i miodem płynący. Wszystko tutaj jest cudowne. Można się zdziwić, ale Hiszpanie bardzo dużo narzekają: na szefa, na pracę, na to, że jest za gorąco, na to, że jest za zimno, że piwko nie jest dobrze schłodzone. Jak widzisz Fulanito i Menganito ma wiele powodów do narzekania. Życie w Hiszpanii wcale tak łatwe nie jest. Na polityków też trzeba ponarzekać, tak z zasady. Na zdrowie, a w zasadzie na jego brak, Hiszpanie uskarżają się mniej, ale nie dlatego, że są zdrowsi. Poprostu choroby, biorą jako fakt i to, że nasilają się one z wiekiem. Tu boli, tam boli, ale co mam zrobić? Żyć trzeba. Lenie, śpiochy i brudasy… Stereotyp czy fakt? Według nas Polaków Hiszpanie to leniwy naród. Nie chce się im pracować. A komu się chce? Myślę, że bardziej chodzi o to, że swoją pracę wykonują wolniej niż Polacy i bardziej dbają o równowagę w życiu zawodowym i prywatnym. Fulanito i Menganito poprostu dba o swoje samopoczucie. Jak trzeba popracować to popracuje. On jest szczęśliwy z tym co ma i nie musi więcej zarabiać. Fulanito i Menganito późno wstaje. Co to jest, aby budzić się o 8 rano! No niestety dzieje się tak, ponieważ rytm życia w Hiszpanii jest przesunięty w czasie. Dzieci zaczynają szkołę od godziny 9. Biura, urzędy, banki czy sklepy też zaczynają pracę między 8:30 a 10. Dodam też, że Hiszpanie kończą pracę między 18 i 20:30. Zanim dotrą do domu i zjedzą kolację to jest godzina 22. Potem trzeba trochę odpocząć i o pólnocy czy o pierwszej w nocy można udać się do łóżka. Słyszałam też opinię, że Hiszpanie to brudasy. Nie do końca wiem o co chodzi. Miasteczka w Hiszpanii są czyste, nie widać śmieci na ulicach. Owszem w dużych miastach zdarzają się dzielnice bardziej zaniedbane. Z czystością ulic nie jest aż tak źle. Może chodzi o to, że Hiszpanie nie pachną jak Włosi na co dzień? Faktycznie Hiszpanie nie używają perfum tak często jak Włosi czy Polacy. Czasami wystarczy dezodorant lub tania woda kolońska (tania woda toaletowa w przypadku kobiet). Jedyne co mi przychodzi na myśl co do określenia Hiszpanie to brudasy, to fakt, że nie dbają o swoje samochody i to, że jak przyjdziesz niezapowiedziany do domu Hiszpana to możesz zastać oprócz właściciela, górę niepoukładanych ciuchów i tysiące rzeczy na stole. Gdzie szukać Hiszpana jeśli nie ma go w domu i w pracy? Oczywiście w BARZE! To jest pierwsze miejsce gdzie statystyczny Fulanito i Menganito się udaje z „samego rana”. Obowiązkowa kawusia na poruszenie ciała. Po obiedzie kolejna kawusia lub piwko. Po pracy też kawusia lub piwusio. Teraz już wiesz, dlaczego tak bardzo Hiszpanie narzekali jak im zamknęli bary podczas pandemii. Zwykłe zakupy też trzeba zakończyć małą czarną z psiapsiółką. A jak zakupy sie udały to można nawet wermucik sobie strzelić. Po ciężkiej pracy lub w weekend na plotki trzeba udać się do baru. Już wiem dlaczego w Hiszpanii jest tak dużo barów! Żeby mogły wszystkich pomieścić! Tak na zakończenie powiem tylko, że są bary, które oferują swoim klientom cennik za odpowiedzi kelnera, gdyby przypadkiem do baru zadzwoniła żona któregoś z klientów. Wiadomo, w hałaśliwym barze nie słychać jak dzwoni komórka. To jakie kwoty dalibyście za odpowiedzi: Już wyszedł. Właśnie wychodzi. Dzisiaj go tutaj nie było. 😉 W komentarzu do wpisu Nie jedź do Hiszpanii na wakacje – 7 powodów, jedna z czytelniczek zaproponowała mi, abym przygotowała wpis na temat: Co dziwi Hiszpanów w Polsce i w Polakach? Wydało mi się to całkiem ciekawe, a z racji tego, że w domu mam okaz Hiszpana, to mogę też się podeprzeć jego uwagami (chociaż nie wszystkie są jego, a innych znajomych Hiszpanów, a także z jednej z grup na Facebooku, gdzie miałam okazję przeczytać czemu się dziwią Hiszpanie mieszkający w Polsce lub mający do czynienia z Polakami). Jednak przyznaję, że kilka z tych punktów przyszło mi do głowy bez większego zastanawiania się, bo to są rzeczy, na które mój mąż wielokrotnie zwracał uwagę podczas naszych pobytów w Polsce. Cisza w restauracjach Jeśli byłeś kiedyś w hiszpańskim barze albo restauracji w porze obiadowej albo kolacyjnej, to na pewno zdałeś sobie sprawę z tego, jak jest tam głośno. Hiszpanie nie rozmawiają. Oni krzyczą. Kiedy idziemy do restauracji w Polsce, mój mąż czuje się nieswojo, dlaczego wszyscy mówią tak cicho? Czy to wstyd czy dyskrecja? A może wrodzona wada strun głosowych wszystkich Polaków? A to po prostu nasze polskie i ciche rozmowy w restauracjach, mi się wydaje, że mówimy normalnie, tylko po prostu nie krzyczymy jak Hiszpanie 😉 Mocne smaki niektórych potraw Mój mąż uwielbia jeść, degustować, jest zawsze bardzo ciekaw wszystkich nowych smaków, jakie napotykamy w restauracjach z kuchniami świata i podczas podróży. Jeśli chodzi o kuchnię polską, to na bigos, żurek i ogórki kiszone to samo określenie: fuerte, czyli mocny smak. Dla każdego Polaka te smaki są zupełnie różne, ale mój mąż oznacza je tym samym przymiotnikiem… Nie wiem czy ma z tym coś wspólnego fakt, że jednak zarówno bigos, jak i żurek, jak i ogórki kiszone są nieco kwaskowate, kwaśne, a to jest smak, który w hiszpańskiej kuchni raczej nie istnieje? I dlatego nie jest do nich przyzwyczajony? Inni Hiszpanie też mi na to wskazywali, a ja tylko dodam od siebie: bardzo lubię kuchnię hiszpańską, ale dla mnie czasami jest nieco mdła, szczególnie jeśli chodzi o sosy i szczególne te podawane do ryb. Ryby są najczęściej smażone, grillowane, a jeśli są podawane w sosie, to ma on bardzo łagodny smak, więc do tego Hiszpanie są przyzwyczajeni. Nie używają ani zbyt wielu przypraw, ani dużo pieprzu. Teraz już się przyzwyczaiłam, ale wolę dania, które mają więcej „smaczku”. Brak stałych godzin posiłków W Hiszpanii posiłki wyznaczają rytm życia. Śniadanie – po przebudzeniu, jeśli w ogóle jest. Drugie śniadanie, względnie kawka – około odziny 10-11. Obiad od 14 do 16. Podwieczorek (jeśli ktoś je, rzecz jasna) około godziny 18, a kolacja od 21 i później. I tak samo w restauracjach. Nie dostaniesz dania obiadowego o godzinie 17! Nie wiem czy tak jest tylko w mojej rodzinie czy to jest bardziej „polska” cecha, ale gdy mieszkałam w Polsce, to obiady w weekendy jadłam różnie, czasem o godzinie 13, czasem o 17, jeśli akurat taki był dzień i byłam np. poza domem, miałam jakieś plany z rodziną czy ze znajomymi. Na doraźny głód zjadałam jakąś przekąskę i nie widziałam żadnej przeszkody w zjedzeniu kotleta o godzinie 17 czy 18. Hiszpan natomiast, jeśli w godzinach 14-16 jest poza domem, to musi iść na jakiś obiad, a co najmniej iść na tapas, żeby coś przekąsić. Kanapka też może być, ale wtedy to jest taki „biedny” obiad. No i na raczej nie będzie „dojadał” po godzinach, raczej zaczeka do godziny kolejnego posiłku. Noszenie sandałów i skarpetek… nasz polski (wschodni?) klasyk. Nie wiem czy to dziwi tylko Hiszpanów, wydaje mi się, że budzi zaciekawienie w każdym kraju, do którego udają się nasi przedstawiciele w sandałach i ze skarpetkami. No fakt, jest to… szczególne. Jednak powiem szczerze, że po kilku latach mieszkania w Hiszpanii (kraju, w którym lato trwa wiele miesięcy i który jest odwiedzany przez osoby z wielu krajów, które chętnie zdejmują różne części ubrania, w tym i kryte buty) mam swoje przemyślenia na ten temat: wolę, aby przy stoliku obok mnie w barze siedział pan w sandałach i w skarpetkach, niż pan w sandałach, japonkach czy innym letnim obuwiu, który o obcinaniu paznokci słyszał ostatnio kilka miesięcy temu, co można wydedukować po jego stopach, które zaczynają przypominać ewolucyjne upodobnienie się do jakiegoś gada, na przykład jaszczurki, a patrząc na jego pięty, które zaczynają się pokrywać łuską bliżej nieokreślonego koloru zaczynasz się zastanawiać, czy podczas chodzenia boso po parkiecie nie rysuje podłogi. Klikając w zdjęcie przejdziesz na stronę, z której ono pochodzi (sklep internetowy Ministerstwo Gadżetów) i gdzie możesz zamówić takie oto stylowe skarpety! Nie mówię, że każdy facet ma iść na pedicure (ale w sumie? Świat byłby piękniejszy! A tak, to nadal musimy dbać o stopy tylko my, dziewczyny, bo „chłop to chłop i nie musi mieć ładnych stóp”), tylko że pumeks kosztuje kilka złotych w Rossmanie czy każdym supermarkecie, a obcięcie paznokci zajmuje dwie minuty. Więc ja wolę gdy ktoś ukrywa swoje jaszczurkowe giry w skarpetkach, jeśli mam być szczera. A jeśli tego lata chcesz coś zmienić i zabłysnąć, to udaj się do sklepu już teraz, kup pumeks, zorganizuj coś do obcinania paznokci i juhuu! Będziesz mógł się pochwalić stopami podczas urlopu w Hiszpanii, bez konieczności noszenia skarpetek do sandałów. Polskie dziewczyny „łatwiejsze” w pozytywnym znaczeniu! Polskie dziewczyny, z którymi jest znacznie łatwiej nawiązać kontakt np. na dyskotece czy w barze, niż z Hiszpankami. Ale „łatwiej” mówią to w dobrym znaczeniu: że dziewczyny nie myślą o sobie, że są królowymi tego świata i że robią chłopakom łaskę, że z nim pogadają. W żadnym stopniu nie odnosi się to do „łatwości” w znaczeniu pójścia do łóżka, chodzi o ogólną relację towarzyską, pogadankę w barze, która może zakończyć się czymś więcej, ale nie musi. Po prostu, że jesteśmy sympatyczniejsze niż Hiszpanki… 😀 A czy potem historia potoczy się dalej czy nie, to już zależy od nas samych – i obraz polskich dziewczyn zależy od tego, jak same damy się postrzegać. Tutaj też znalazło się nawiązanie do urody Polek. Ja się przyznaję, żeby nie było – nie mówię o sobie 😉 że za każdym razem gdy jestem w Polsce i jadę tramwajem, myślę o niebieskich migdałach i zawsze moją uwagę przykuje jakaś Polka. Właśnie swoją urodą. Co dopiero ma powiedzieć taki Hiszpan, który przyjeżdża do Polski: oczy mu pewnie chodzą dookoła głowy! Owszem, są też ładne Hiszpanki, nie przeczę, ale… nie będę kontynuować tematu. Zdejmowanie butów w domu, „kapcie dla gości” Dla nas coś absolutnie normalnego, ja się wręcz źle czuję wchodząc do czyjegoś mieszkania i nie zdejmując butów. W Hiszpanii nie ma takiego problemu. Skarpetki z dziurą czy śmierdzące stopy? Nie martw się, nie będziesz musiał zdejmować butów. Wchodzisz tak jak przyszedłeś, z ulicy. Jeśli pada, to energicznie używasz wycieraczki. Jeśli nie pada, to tylko symbolicznie. Co nie zmienia faktu, że wizyty „domowe” w Hiszpanii nie są zbyt popularne, ludzie chętniej spotykają się poza domem. Chociaż teraz, po skończeniu 30 i dalej, gdy moi niektórzy znajomi zbliżają się nawet do czterdziestki 😀 widać tendencję „domową”, ludzie jakoś tak coraz chętniej spotykają się w mieszkaniach, a nie w barach, gdzie możemy się wyciągnąć na kanapie, nie trzeba iść jakoś pięknie wyszykowanym itp 🙂 No i te kapcie dla gości… Mój mąż od pierwszego pobytu w Polsce otrzymał u nas w domu kapcie domowe, a jak! Ja u moich teściów dopiero po 6 latach 🙁 kiedy się poskarżyłam, że nie jest mi zbyt wygodnie chodzić w butach przez cały dzień (gdy np. wyjeżdżamy do nich na weekend), ale od teściów nie wyszła propozycja żadnych kapci dla mnie. Polskie śluby I tutaj mamy dużo do opowiadania… Ale można powiedzieć „i vice versa”. Każdy kraj ma swoje obyczaje i tradycje ślubne, ja opisałam te hiszpańskie w dwóch wpisach: 14 rzeczy, które musisz wiedzieć zanim weźmiesz ślub w Hiszpanii oraz Ślub w Hiszpanii, moje doświadczenia i porady. Więc wiadomo, oni będą się dziwić na nasze śluby, a my na ich 😉 Ale co wskazywali Hiszpanie jako najbardziej „inne” w polskich ślubach to fakt, że na weselu jedzenie jest dostępne przez cały czas. W Hiszpanii jest to typowy obiad / kolacja, ale później już nie ma żadnych przekąsek ani nic na ciepło (no chyba że o północy itp, ale to po prostu jest wystawiana jedna potrawa, na słodko lub na słono, najczęściej bardzo szybko się kończy, nawet nie wszyscy zdążą spróbować, potem zostaje zabrana z powrotem do kuchni albo się skończy). Mój mąż był już na kilku ślubach w Polsce, nie umiał się odnaleźć w takiej obfitości jedzenia, nie wiedział czy ma jeść czy pić, czy ma tańczyć… Zupełnie nie był z tym obeznany. Ja na polskich ślubach, wiadomo, troszkę zjem, troszkę wypiję, troszkę potańczę, pogadam ze znajomymi i… od nowa. A on nie wiedział co ma w danej chwili robić, bo skoro jedzenie było dostępne przez cały czas, to miał wrażenie, że musi jeść 😀 (Ale ogólnie polskie śluby BARDZO mu się podobają, zawsze bardzo się cieszy, gdy mamy jakieś zaproszenie!) Kolejną sprawą na ślubach jest ilość wypijanego alkoholu i fakt, że wódka jest dostępna już przy posiłku. W Hiszpanii na typowym ślubie, przy obiedzie pije się tylko wino i wodę, a na drinki przychodzi czas później, po tańcu pary młodej, kiedy goście idą na parkiet. Fakt dostępności wódki przez cały czas na stole, już od pierwszego momentu, wydaje się im niewiarygodny, tak samo jak fakt, że Polacy piją takie ilości alkoholu… (Patrz następny punkt) Jeśli chodzi o to, które weselu są dla Hiszpanów „fajniejsze”, to spotkałam się i ze zdaniem że te polskie, jak i ze zdaniem, że prawdziwa zabawa to tylko na hiszpańskim weselu. To już zostawiam bez komentarza, na pewno dużo zależy od samej zabawy, od tego ile osób się zna na danej imprezie (chociaż dla mojego męża to nie problem – on jest zaraz kolegą wszystkich), jaka jest ogólnie atmosfera. Ilość wypijanego przez Polaków alkoholu Tutaj spotkałam się z różnymi opiniami, od lekkiego podziwu, do prawdziwego, głębokiego przerażenia. Nawet jeśli zdarzyło mi się słyszeć „pochlebne” opinie (bo nie wiem jak to inaczej nazwać), to i tak Hiszpan/Hiszpanka, z którymi rozmawiałam, wyrażali swoją troskę o konkretną osobę lub kolektyw i ich zdrowie. Muszę też powiedzieć, że w Hiszpanii alkoholizm to jest coś prawie niespotykanego albo coś, o czym się nie mówi. Mi ten problem nie jest obcy, w dalszej rodzinie miałam takie przypadki, wiem co to oznacza i jaki to jest problem (bo tak, nazwijmy rzeczy po imieniu! Radością życia to to nie jest!). W Hiszpanii jeśli mówimy o alkoholiku, to raczej to będzie ktoś bezdomny, kto z powodu nieszczęścia życiowego wpadł w nałóg, jakiś zbieracz puszek z ulicy itp. Mam na myśli fakt, że w Polsce nie musisz pochodzić z rodziny patologicznej, aby mieć w niej alkoholika, no cóż, zdarza się nawet najlepszym… A w Hiszpanii właśnie chyba tak trochę jest. Ludzie się uzależniają od innych rzeczy, ale nie od alkoholu… Wydaje mi się to bardzo ciekawe, ale nie mam żadnych przykładów alkoholików w Hiszpanii, z rodzin moich znajomych itp, podczas gdy w Polsce jest to coś… „normalnego” (???), że jeden znajomy na X ma w rodzinie alkoholika. Chętnie poznam zdanie osób mieszkających w Hiszpanii i mających do powiedzenia coś interesującego na ten temat. Picie piwa przez słomkę No to jeszcze jedna sprawa dotycząca alkoholu, tym razem już temat lżejszy. Znani mi Hiszpanie, w tym mój mąż, nie są w stanie zrozumieć, jak można pić piwo przez słomkę. I w ogóle po co? Nie wiem, ale do całkiem niedawna, ja też wolałam pić piwo przez słomkę. Teraz się zrobiłam bardziej świadoma ekologicznie, więc jeśli tylko mogę i jeśli tylko sobie przypomnę, to nie biorę słomki / proszę żeby mi jej nie dawano w barze. Słomki plastikowe, czyli takie, które najczęściej są nam oferowane w barach, są jednorazowego użytku. O ile możemy wstać z łóżka, nie jesteśmy niepełnosprawni czy chorzy, nie musimy ich używać. Weź to sobie do serca (ja wzięłam). Mówienie „no”, kiedy chcemy powiedzieć „tak” Po hiszpańsku no oznacza nie. A po polsku no oznacza tak. Hiszpanie się z tego rzecz jasna śmieją! Miguel, kiedy zaczął rozumieć coś po polsku (drobiazgi), zwrócił na to uwagę. Mama pyta: Ola chcesz obiad? – Ja odpowiadam: – Nooo! A Miguel cały zdziwiony, kiedy mama stawia przede mną talerz ze schabowym. Przecież powiedziałam że nie chcę! A mama daje mi tu obiad 😉 Zmiana nazwiska przez kobiety po ślubie W Hiszpanii kwestia nazwisk jest skomplikowana: każdy Hiszpan ma dwa nazwiska. Kiedy Hiszpan i Hiszpanka biorą ślub, żadne z nich nie zmienia nazwiska, nie przyjmuje żadnego, nic się nie zmienia. A kiedy mają dziecko, to dziecko przejmuje pierwsze nazwisko mamy i taty (a w zasadzie w odwrotnej kolejności, taty i mamy, bo taka jest „domyślna” kolejność nazwisk). Zaobserwujmy na przykładzie: Marta Pérez García i Antonio Rodríguez Machado. Ich dziecko będzie miało dwa nazwiska: (imię) Pérez Rodríguez albo (imię) Rodríguez Pérez. Kolejność jest wyznaczana przez rodziców. Zwykle pierwsze jest nazwisko ojca, a drugie matki, ale nie ma żadnych przeszkód, aby pierwsze było matki, to tylko tradycja. Kolejne dzieci będą miały takie same nazwiska – dlatego w Hiszpanii jeśli ktoś ma takie same nazwiska, to nie jest to małżeństwo, a rodzeństwo! Zdarza się również, że rodzice mają takie samo pierwsze nazwisko: Marta Pérez García i Antonio Pérez Machado (ale bez żadnego pokrewieństwa między sobą, po prostu to jest popularne nazwisko w Hiszpanii). Wtedy dziecko ma dwa takie same nazwiska: (imię) Pérez Pérez!! No więc tutaj przychodzi wielka hiszpańska śpiewka, że moje nazwisko mnie wyznacza, mnie określa, daje mi tożsamość, bla bla. Jeśli je zmienię po ślubie, to będzie moje podporządkowanie się mężowi, że to jest tak bardzo szowinistyczne i tak mało feministyczne. Bla bla. Moim zdaniem to nie do końca jest tak, a Hiszpanie wykazują się w tym miejscu wielką nietolerancją (przecież nie tylko w Polsce kobiety przejmują nazwisko męża!). Dla mnie przybranie nazwiska męża nie jest ujmą na honorze, nie powoduje utraty tożsamości ani nawet nie jest powodem do złego samopoczucia… No nie dajmy się zwariować! Ja pozostałam przy moim polskim nazwisku, ale nie miałabym żadnego problemu z przyjęciem nazwiska męża, może nawet miałabym łatwiej w hiszpańskiej biurokracji… Wolę nawet zmienić nazwisko po ślubie niż nazywać się Pérez Pérez! 😀 Na koniec coś dla bardziej zaawansowanych…. Brak kolejności w urbanistycznym planowaniu miasta To jest akurat osobista obserwacja mojego męża, ale sądzę, że osoby, które mieszkają w Hiszpanii od jakiegoś czasu, na pewno się z tym zgodzą. W Polsce deweloper może wybudować nawet całe osiedle, nawet gdy nie ma jeszcze do niego żadnej drogi dojazdowej, latarni, nic nie jest wyasfaltowane, nie ma żadnej infrastruktury. Takie przypadki brzmią mi znajomo np. z nowych osiedli z Białołęki, gdzie budowano nowe i piękne bloki, ale żeby dojść do autobusu trzeba było iść po kolana w błocie. Tego mój mąż absolutnie nie jest w stanie zrozumieć: kto dał na to pozwolenie? Dlaczego ludzie mają chodzić w błocie? I ostatnie: dlaczego w ogóle ludzie chcą kupować takie mieszkania, żeby MUSIEĆ chodzić w błocie do przystanku autobusowego? – to ostatnie pytanie zadaje z nadzieją, że jednak ci mieszkańcy zostali oszukani, a nie byli tacy naiwni. W Hiszpanii jest odwrotnie – co też czasami prowadzi do absurdów. W Hiszpanii najpierw przygotowywana jest infrastruktura: wyznacza i asfaltuje się ulice, chodniki, stawia się latarnie i wyznacza przystanki autobusowe. Później zaczyna się budowę i sprzedaż (niepowstałych jeszcze) mieszkań. No i kiedy budynek zostanie postawiony, wprowadzając się do niego masz wszystko podane pod nosem: nowiusieńkie i gładkie ulice, chodniczek i namalowane pasy przy przejściach dla pieszych. Ale… prowadzi to też do absurdów, takich jak np. dzielnica (osiedle?) Arcosur w Saragossie, która była przygotowana na dziesiątki takich budynków mieszkalnych, ale coś nie wypaliło… Dzielnica wygląda jak na zdjęciu poniżej. Kilka bloków, jeden nawet z basenem, a reszta działek stoi… i czeka na lepsze czasy. Wygląda to jak jeden wielki niewypał, chociaż ja nie wiem czy miałabym coś przeciwko zamieszkaniu w takim miejscu… Na pewno jest tam o wiele ciszej i spokojniej niż w innych częściach miasta, chociaż wrażenie jest smutne. Ale chyba lepiej tak niż chodzić w błocie? Autor zdjęcia jest nieznany (pochodzi z TEJ strony). Czy przychodzą ci do głowy jeszcze jakieś cechy Polaków, które Hiszpanom wydają się dziwne? Albo jakieś nasze zwyczaje, coś, co robimy praktycznie odruchowo, a dla nich jest to coś śmiesznego, niecodziennego? Jeśli tak, to daj znać – bardzo chętnie poznam jeszcze więcej takich cech. A może o czymś zapomniałam? (Nudy na pudy, ale obowiązkowe!) NA TEJ STRONIE UŻYWAM PLIKÓW COOKIE, BY MÓC ŚWIADCZYĆ CI USŁUGI I ANALIZOWAĆ RUCH. INFORMACJE O TYM, JAK KORZYSTASZ Z TEJ STRONY, SĄ UDOSTĘPNIANE GOOGLE. KORZYSTAJĄC Z NIEJ, ZGADZASZ SIĘ NA TO. Więcej info @Aloha_from_Hawaii: : Zatem niech będzie, że to kwestia federacji i rynku – właśnie federacji i rynku, a nie tego, że Iga nie ma rywalki. Jakby pojawiła się solidna rywalka, ale z marnej federacji, to moim zdaniem niewiele by to zmieniło. A znużenie Igą to było już w Miami. Gdyby na jej miejscu były Osaka, Gauff czy Raducanu, to po 50 zwycięstwach nie byłoby znużenia, tylko ten sam stan euforii. Jezu, Raducanu i 35 zwycięstw z rzędu, aleby się działo. Ale tak jak pisałem, ja nie wiem, czy jest się za co obrażać. Jest, jak jest. One po prostu mają większy rynek. Jeśli więc w moich wpisach można dostrzec jakąś pretensję, to tylko dlatego, że trochę szkoda, że Świątek nie jest w stanie odebrać tego fejmu, który jest jej należny za sportowe osiągnięcia. Dla ludzi z tenisowego światka (mówię o tym zachodnim, czyli o trzonie), dla tych wszystkich gwiazd, które poobsadzały stołki albo komentują mecze, nie bez znaczenia jest, kto jest jedynką, bo to albo podnosi prestiż i fejm wokół tenisa, albo średnio. I że akurat trafiło na Igę, to ich trochę piecze, bo nie są w stanie odpowiednio zdyskontować jej sukcesów i przekuć w większą popularność dyscypliny i WTA. Jest z za małego rynku. To też powód znużenia i dlatego użyłem takiego określenia jak „uzurpatorka”. Według mnie tak jest trochę odbierana. To miejsce dla kogoś innego. Nie twierdzę, że w tym ich podejściu obecne są wyrachowanie czy złośliwość. Raczej bym powiedział, że sami nie wiedzą, co z tą Igą zrobić. No jest trochę niewygodna. 35 meczów z rzędu wygranych, 6 tytułów z rzędu, w tym wielkoszlemowy, materiał na gwiazdę, z rywalką czy bez rywalki, a oni muszą pogodzić się z tym, że ze Świątek robią jakieś konferencje w ramach programu PZU w Lublinie. Co to jest PZU i co to jest Lublin? :D