Jeden z moich klientów spostrzegł się, że na zestawieniu zbiorczym budynków na jego działkach znajdują się obiekty kontenerowe, które są w urzędzie geodezji zakwalifikowane, jako budynki. Załóżmy, że geodeta mierzy budynek lub budowlę – oba są obiektami budowlanymi. Jeżeli są umiejscowione na wylewce betonowej (obiekt nie Montaż ogrodzenia panelowego jest niezwykle łatwy i szybki. To jedna z jego największych zalet. Nawet w sytuacji, kiedy dojdzie do ewentualnego uszkodzenia jednego z przęseł, wystarczy kilka prostych kroków do jego wymiany. Przekonajmy się, jak zrobić ogrodzenie panelowe i cieszyć się jego estetyką oraz funkcjonalnością. Gigantyczna budowla do dziś skrywa swoje tajemnice. Żelbetowy wąż w Stępinie to schron kolejowy - Anglage Sud, jedna z kilku wojennych kwater Adolfa Hitlera, tzw. Fuhrerhauptquartier (FHQ). Schron wygląda niemal tak samo, jak 68 lat temu, kiedy to będący u szczytu swoich sukcesów wojennych szef III Rzeszy podejmował tu swojego sojusznika. wbijać lajkować! komentować i rozsyłać !Insta: https://www.instagram.com/paiksofficial/#PAIKSTEAMshadery: Chocapic13 V6 ULTRAMuzyka:Vexento - Masked Heroesht Czy tsunami może być tak duże jak wieżowiec? Pojęcie „megatsunami” wyższego niż wieżowiec nie jest nowe, często podawana wysokość 524 m (1720 stóp) tsunami w zatoce Lituya w 1958 roku bywa określana jako taka (mimo że fala nie osiąga takiej wysokości). Jaki typ budynku może wytrzymać tsunami? Do rzeczy zbiornik 13m3 – wymiar 240 x 350 x 200 cm wysokości posłuży nam na piwniczkę, schron, komorę, pomieszczenie techniczne do kupienia w naszej firmie za jedyne 3000zł, zbiornik jest zbrojony, posiada ściankę 10cm, szczelny dajemy gwarancje na piśmie na okres 5 lat. Wejście można wyciąć z boku ściany, ewentualnie możemy Tę czynność powtarzamy warstwa po warstwie. Przęsła montujemy po ułożeniu bloczków, kotwy przęseł wprowadzając w szczeliny uprzednio wycięte w blokach, przed wypełnieniem danego elementu betonem. Analogicznie postępuje się z furtkami i bramą. Ostatnim etapem budowy ogrodzenia jest przykrycie go daszkami (do wyboru płaskie i Jak zbudować pływający pokład Pływający pokład zapewnia wspaniałe podwyższone miejsce do siedzenia i podziwiania widoku na podwórko. Zaledwie kilka cali nad ziemią, ta platforma zajmuje trochę czasu, ale jest łatwa, gdy już zaczniesz. Jak zbudować półścian? Grunt ma zdolność do akumulacji ciepła, co oznacza, że ziemianki są naturalnie chłodne latem i ciepłe zimą. To przekłada się na oszczędność energii potrzebnej do ogrzewania czy chłodzenia. Ochrona przed wiatrem i deszczem. Ziemianki są odporne na skrajne temperatury, a także chronią przed silnym wiatrem i burzami. Zadaszenie tarasu dla wymagających. Nasyp najlepiej utworzyć z drobnego piasku tzw. podsypkowego zagęszczanego warstwami, a jedynie na skarpach rozrzucić warstwę ziemi grubości 20-30 cm. Większą stabilność nasypu oraz ochronę przed mieszaniem się gleby z podłożem zapewni rozłożenie geowłókniny. GUproG. Aż sam się sobie dziwię, że Bunkier Tito zobaczyłem tak późno. Ale nie ma co się dziwić, w końcu jako najtajniejszy obiekt dawnej Jugosławii został dobrze ukryty! Ale też poważnie mówiąc podczas wielu podróży do Bośni, jakoś do Konjic zawsze było mi nie po drodze, albo nie miałem czasu, bo wyjazd rozplanowałem w inny sposób. Tym razem przy okazji wyjazdu na Bałkany postanowiłem, że bunkier Tito będzie jednym z głównych miejsc, które odwiedzę w Bośni – tak samo jak Virpazar, na który od dawna ostrzyłem sobie zęby. Skupmy się jednak na tym militarnym obiekcie, a nie cudzie natury, o którym jest w innym artykule. Będąc w Mostarze miałem kilka dni do zagospodarowania. Patrząc na prognozę pogody i fakt, że z dwóch dni jeden będzie słoneczny a drugi deszczowy… ten słoneczny wykorzystałem na wizytę w wodospadach Kravica, a deszczowy na odwiedziny w bunkrze marszałka Tito, dawniej najtajniejszym obiekcie Jugosławii, zlokalizowanym w miejscowości Konjic. W końcu 250 metrów pod górą deszcz nie będzie mi padał na głowę! Bunkier Tito w Konjic – historia powstania Korytarz wejściowy do bunkra, najpilniej strzeżonej tajemnicy w byłej Jugosławii Bunkier jest klasycznym reliktem Zimnej Wojny – czasu, kiedy Zachód przeciągał linę ze Wschodem – czyli blok USA z blokiem Radzieckim. Co ciekawe, Jugosławia w tym czasie poszła własną drogą i politycznie lawirowała pomiędzy tymi dwoma zwaśnionymi obozami, nie dając się szczelnie zamknąć za żelazną kurtyną, ale też nie opowiadając się za Stanami Zjednoczonymi. Kiedy w roku 1953 zaczęto budowę bunkra, ryzyko wojny atomowej wszystkim wydawało się bardzo prawdopodobne, dlatego przywódcy krajów gorączkowo myśleli o ochronie przed bombami. Oczywiście najbardziej myśleli o ochronie siebie, ale czasami uwzględniali także innych. Korytarz w bunkrze Tito pod Konjic. Niestety do „urządzania” przestrzeni dorwali się tak zwani „artyści”, którzy niestety zaburzyli niesamowitą atmosferę tego miejsca swoją TFUUUrczością :/ Co zresztą sami widzicie na ścianie zdjęcia. Domy z tego czasu często mają w podziemiach schrony atomowe. W bloku na moim warszawskim Muranowie w piwnicy też mam taki schron. Ale rządzący krajami chcieli mieć schronienia wielokrotnie mocniejsze. Dlatego właśnie na potrzeby najwyższych władz państwowych w górach obok Konjic powstał bunkier przeznaczony dla 350 osób. Schron przeciwatomowy mający zapewnić ochronę przed bombą o sile 25 kiloton. Kiedy budowa została zakończona w 1979 ryzyko wojny atomowej delikatnie się oddaliło, ale napięcie wciąż wisiało w powietrzu. Ale też bunkier był już mniej użyteczny, bo produkowane wtedy bomby atomowe były liczone w megatonach a nie kilotonach. Zbiorniki z paliwem do agregatów prądotwórczych w bunkrze pod Konjic. Drzwi ognioodporne prowadzące do komory ze zbiornikami paliwa. Jeśli w pomieszczeniu nastąpiłby pożar, drzwi były zamykane, a hala wypełniała się szlachetnym gazem argonem, który momentalnie tłumił pożar. Dziś takie rozwiązania stosuje się w serwerowniach!!! Bunkier Tito w Konjic – zwiedzając podziemne korytarze Do bunkra nie można przyjechać ot tak i zapukać do drzwi. Wycieczkę trzeba zorganizować w jakimś biurze podróży, ale nie jest to nic trudnego, bo wystarczy przyjechać do Konjic i wejść do pierwszego z brzegu biura podróży. Koszt zwiedzania to 10 euro od osoby. Zostaniecie wpisani na listę zgłoszeniową i następnie pojawicie się na liście, która uprawnia do wjazdu na teren zamknięty. Dziś na tym terenie wciąż mieści się fabryka amunicji, dlatego jest on dość pilnie strzeżony i nie można się po nim przechadzać ot tak. (Chociaż moim zdaniem mamy jako turyści wiele swobody jak na taki teren). W każdym razie kiedy przyjechałem pod budynek, z którego jest wejście do bunkra, byłem jedynym chętnym na zwiedzanie. Niestety okazało się, że jednak przybyły jeszcze 4 osoby, ale też na szczęście były one Bośniakami, a ja wymagałem oprowadzania po angielsku. Zatem dwie panie przewodniczki ruszyły z dwoma grupami. Jednoosobową czyli ze mną i ta druga 🙂 Mówię wam, zwiedzanie w jednoosobowej grupie jest wspaniałe i daje niesamowitą wolność! Sala konferencyjna w bunkrze Tito Czas wejść pod górę czyli wreszcie zacząć zwiedzać bunkier Tito przygotowany dla niego i najważniejszych osób w kraju – w sumie dla 350 osób. Co ciekawe jedyną kobietą, która miała się tu w razie wojny i niebezpieczeństwa znaleźć była żona marszałka czyli Jovanka Tito. Wszystko dlatego, że bunkier miał zapewnić przetrwanie władz państwowych. Schronienia dla rodzin VIPów były przygotowane w innych miejscach. Z bunkra w Konjic miało się władać krajem w razie wojny. Od razu powiedzmy, że schron miał roboczą nazwę „Istambuł” i był połączony niezależną siecią wojskową, umożliwiająca szybką komunikację, z wszystkimi republikami wchodzącymi w skład byłej Jugosławii. Niestety moja przewodniczka nie wiedziała, czy sieć wciąż jeszcze istnieje i jeśli byłaby potrzeba, to można jej użyć. Pewnie znaczna jej część została rozwalona w wyniku walk na początku lat ’90tych. Za to do dziś w korytarzach bunkra stoją sprawne (!!!naprawdę!!!) urządzenia, które może i pochodzą z lat 60tych i 79tych, ale wciąż da się ich używać. Oczywiście dałoby się, gdyby były osoby, które umieją je uruchomić. Niestety dziś już pewnie nie żyje wielu specjalistów, którzy wiedzą, jak się obsługuje dalekopisy i jak szyfrować i deszyfrować na nich wiadomości. Jednak sala, gdzie stoją, wciąż robi wrażenie. Zerknijcie na główne zdjęcie tego artykułu, to właśnie to pomieszczenie. Bunkier czyli oaza nowoczesności! W bunkrze stosowano wszystko co najnowsze i najlepsze. Uwierzycie, że mieli tu nawet automatyczne bezpieczniki do prądu?! Taki wynalazek już w latach 60tych! A przecież my w domach zaczęliśmy ich używać dopiero w końcówce lat 90tych. Tak samo jak instalacja przeciwpożarowa była w pełni zautomatyzowana, pełna czujników, które diodami sygnalizowały pożar na specjalnej tablicy rozdzielczej. Aha… wciąż jest to sprawny system! Tak samo jak system do nawilżania powietrza i utrzymywania w pomieszczeniach stałej temperatury od 21 do 23 stopni i wilgotności około 50-60%. Wszystko po to, by warunki były komfortowe. I są! Wierzcie mi, że pod ziemią nie zmarzniecie, zatem nie ma się co ciepło ubierać – tylko się zgrzejecie! Wentylatornia w bunkrze Tito. Co ciekawe, jest tu też komora, odpowiadająca za odpowiednie nawilżenie powietrza. Tak, by oddychało się przyjemnie a nie jak 200 metrów pod ziemią. I kolejna ciekawostka: by dobrze zabezpieczyć dzisiejsze serwerownie przed pożarem, instaluje się w nich bardzo drogi system gaśniczy, który do pomieszczenia wtłacza argon. I ten to gaz szlachetny momentalnie gasi ogień. Wyobraźcie sobie, że taki sam system znajduje się w tym tajnym kompleksie! Ale nie chroni żadnych serwerów tylko ogromne pomieszczenie z dziesiątkami tysięcy litrów paliwa, które napędzać ma generatory prądu. Tego typu zaskoczenia są tu na każdym kroku. Chcecie jeszcze? Proszę bardzo! Otóż w pomieszczeniach łączności znajdują się telefony „komórkowe” na korbkę. Kręciliście korbką, wytwarzał się prąd, a telefony mogły się ze sobą łączyć. W latach siedemdziesiątych! Dla Tito używano najnowszej technologii z całego świata! Telefony przenośne na korbkę w bunkrze. Jak widać nie mają kabla, czyli jest to coś w rodzaju dzisiejszych komórek, ale istniało już kilkadziesiąt lat temu! Bunkier Tito w Konjic ma około 6400 metrów kwadratowych, a najniższy punkt leży 280 metrów pod ziemią. Kompleks liczy 12 pomieszczeń, które połączono systemem funkcjonalnych korytarzy i niezależnych wyjść na zewnątrz. Są tu pomieszczenia techniczne, pomieszczenia z silnikami wytwarzającymi prąd, pompami powietrza. Są tu zbudowane małe pokoiki, w których mieszkać mieli prominenci, są sale konferencyjne, są sale nasłuchu i podsłuchu. Tak, wszystkie telefony były na podsłuchu i były nagrywane. Wszystkie? Wszystkie z wyjątkiem prywatnych telefonów Josifa Broz Tito! Podsłuchiwanie wodza było zakazane! Pokoj podsłuchów w bunkrze najwyższych dostojników dawnej Jugosławii Co ciekawe, w środku znajduje się specjalna przestrzeń, którą można nazwać sercem bunkra. To tu swoje pokoje miał Tito z małżonką – co interesujące ich łazienka miała własny bidet z gorącą wodą! Rzecz jasna zachował się też papier toaletowy! Z ciekawostek: wszystkie toalety w kompleksie są zamknięte, bo… dzisiejsi turyści chcieli z nich korzystać! 😀 Wszystko w bunkrze byłoby niesamowite i klimatyczne. Niestety wpuszczono tu „artystów”, którzy w salach i pomieszczeniach uczynili swoje „instalacje”. Psują one niestety odbiór tego niesamowitego miejsca, niszczą jeszcze pierwotny charakter i poza tym… są po prostu brzydkie! Niestety, nie wszystko pasuje wszędzie i powinni oni o tym wiedzieć, tak samo jak ci, którzy zarządzają miejscem. Ale liczmy, że może z czasem te straszydła zostaną stąd zabrane. O ile to było możliwe nie fotografowałem ich, by tak jak radzili starożytni Grecy skazać ich na zapomnienie. W filmiku poniżej zapraszam Was na spacer po prywatnych pokojach samego marszałka Tito, które znajdowały się w sercu tego podziemnego kompleksu. Na koniec powiem Wam jeszcze, że niesamowite jest, kiedy ma się przewodnika tylko dla siebie. Wtedy można o wszystko zapytać, wszystkiego dotknąć, poprosić o wytłumaczenie, powtórzenie albo też po prostu o zrobienie zdjęcia. I przyznam wam, że to też bardzo fajne, kiedy w ustach przewodniczki czuje się prawdziwą dumę z miejsca, że jej krajanie potrafili zbudować taki cud techniki. I pal sześć, że koszty tego były horrendalne, bo bunkier kosztował, jak się szacuje około 4,6 miliarda dolarów! Pisząc artykuł korzystałem z tego, co zapamiętałem z opowieści mojej przewodniczki po bunkrze oraz z informacji na stronie bunkra Tito. Od niemal miesiąca trwa inwazja Rosji na Ukrainę. Nie trudno w tym ruchu Putina doszukiwać się dążenia do odbudowania mocarstwa ZSRR, toteż Polacy boją się, że wojska rosyjskie przeniosą się na ich ojczyznę. Dlatego też coraz częściej podejmowany jest temat schronów i bunkrów, które pozwolą cywilom ukryć się przed rosyjskimi czy możemy liczyć na schrony, które zostały zbudowane jeszcze w czasach PRL-u, czy też może obywatele powinni sami zacząć budować bunkry na przyszłość?Schrony w Warszawie – stan na dzień dzisiejszyW okresie zimnej wojny powszechne były lęki przed atakami bombowymi państw po przeciwnej stronie Żelaznej Kurtyny. Amerykanie bali się rosyjskich głowic, podczas gdy Rosjanie – głowic amerykańskich. W obawie przed bombami atomowymi Stanów Zjednoczonych wybudowano na terenie Polski kilka specjalistycznych bunkrów – niektóre znajdowały się pod budynkami mieszkalnymi, inne pod rosyjski na Ukrainę sprawił, że zaczęto zastanawiać się nad stanem polskich schronów. Niestety, okazało się, że w samej stolicy większość z nich nie daje się do Siemon z portalu Na Temat przeprowadziła śledztwo dziennikarskie w sprawie warszawskich bunkrów. Jak donosi, jeszcze osiem lat temu ta kwestia była podejmowana i Hanna Gronkiewicz-Waltz (pełniąca wtedy urząd prezydenta Warszawy), oświadczyła, że obecne przepisy nie definiują „schronu i ukrycia”, a co za tym idzie – nie jest określony organ państwowy, któremu przypadłyby kompetencje budowania i utrzymywania rozmowa dziennikarzy Na Temat z ratuszem zakończyła się stwierdzeniem urzędników, że „w Warszawie nie ma żadnych schronów”. Mimo wszystko jednak przecież jakieś schrony powinny być – zarówno po drugiej wojnie światowej, jak i po czasach PRL-u. Jak twierdzi specjalista Mariusz Wasilewski (również w rozmowie z Na Temat), wynika to z tego, że urzędy ukrywają wiedzę o bunkrach cywilnych, chociaż dla obywateli powinna być ona ogólnodostępna. Niepokojące jest też to, że nawet nie prowadzi się ewidencji schronów w okresie PRL-u za schrony odpowiadała Liga Obrony Kraju we współpracy z Urzędem Miasta, jednak potem została rozwiązana. Teoretycznie większość wybudowanych w czasach zimnej wojny bunkrów jest odpowiedzialnością wspólnot i spółdzielni budynków, pod którymi zostały wybudowane, ale w praktyce dość często zdarza się, że nie wiadomo kto w zarządzie spółdzielni ma klucze do schronów. Nawet jeśli ktoś chciałby się dowiedzieć, zwykle osoba odpowiedzialna albo zgubiła klucze, albo jest na urlopie, albo choruje. Według Wasilewskiego „rozmowy, żeby otworzyć schron trwają tygodniami”.Kolejny problem stanowi sam stan schronów. Nie tylko mają one przestarzały i zniszczony przez czas sprzęt, lecz także ludzie nieopatrznie zamurowują albo likwidują wejścia do schronów albo czerpnie powietrza, odpowiedzialne za dostarczanie tlenu do bunkru. Jest to niebezpieczne również dlatego, że jeśli by doszło do zawalenia budynków (za sprawą bombardowania, ale też bardziej codziennych przyczyn), mieszkańcy byliby odcięci od drogi ewakuacyjnej. Zapewne właśnie dlatego Wasilewski wspomina o tym, jak zadzwonił kiedyś do Centrum Zarządzania Kryzysowego i usłyszał, że „ze schronów nie należy korzystać”, gdyż są one zbyt istnieje jeszcze jedna możliwość ochrony przed bombardowaniem – warszawska linia metra. Odwieczny problem warszawskiego metra polega jednak na tym, że jest ono krótkie i nie tak dobrze rozwinięte jak tego typu infrastruktury w innych krajach. Jest to jeden z naszych wielkich kompleksów, jednakże w przypadku ewentualnego wykorzystania metra jako bunkra przed atakiem bombowym, pojawia się kwestia tego, że tak naprawdę tylko mały odcinek metra – od Wierzbna do Kabat – jest przystosowany do bycia schronem (ma odpowiednie zabezpieczenia i bramy sektorowe). To łącznie osiem stacji, jednak nie wystarczy, aby mogła się w niej schronić cała populacja jest to, że pierwsze plany linii warszawskiego metra zakładały, że będzie ono przystosowane do pełnienia funkcji bunkra. W trakcie budowy zostało to zarzucone, gdyż zbudowanie zabezpieczeń oznaczałoby dodatkowe koszty, na które miasto nie mogło sobie pozwolić. W rezultacie warszawskie metro nie byłoby odpowiednim nam pozostaje? W przypadku broni konwencjonalnej (na przykład, nalotu bombowego) można udać się do podziemnych przejść i garaży, które zwykle budowane są z żelbetonu. Struktury znajdujące się pod ziemią ochronią nas przed zawaleniem się budynku, a przy tym są odporne na ogień oraz obciążenia statyczne (takie jak ciężar budynku i zabudowań) i dynamiczne (działanie sił zewnętrznych, takie jak zjawiska atmosferyczne czy wybuch). Sprawa komplikuje się w przypadku broni nuklearnej, bomb termobarycznych czy ataku bronią biologiczną – tylko niektóre miejsca w Polsce mogą nas przed tym jednak spróbować sami zbudować schron, jeśli mamy na to budżet i sobie schronW latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych powszechne było budowanie schronów przez obywateli amerykańskich, którzy obawiali się wojny jądrowej. Z czasem te obawy nieco zelżały i jeszcze niedawno budowanie bunkrów przez osoby prywatne było kojarzone raczej z paranoicznymi prepersami, szykującymi się na bliżej nieokreślony kataklizm; albo z bogaczami celebrytami, którzy budują sobie luksusowe bunkry pod swoimi jednak już dawno wyłoniły się firmy, które zajmują się projektowaniem i budowaniem schronów dla zwyczajnych wzorceJedną z nich była Atlas Survival Shelter założona przez Rona Hubbarda. Hubbard sam chciał kiedyś zbudować sobie schron, ale wszystkie oferty, na jakie natrafiał, były pomyślane na kosmiczny budżet (jeden milion dolarów, podczas gdy Hubbard zakładał najwyżej 100 tysięcy dolarów). Dlatego postanowił, że wykorzysta prowadzony przez siebie zakład wytwarzania stali i sam zacznie budować schrony po przystępnych początku produkty Atlas Survival Shelter miały kształt rury i mieściły się sześć metrów pod ziemią. Taka głębokość stanowiła ochronę przed bronią konwencjonalną, nuklearną, chemiczną i biologiczną, jak również przed katastrofami naturalnymi. Schrony Altas Survival Shelter były wyposażone w pancerne drzwi, tunel wejściowy, prysznic dekontaminacyjny, generator prądu, dodatkowy tunel ewakuacyjny, a także pomieszczenia mieszkalne i spiżarnię. Tak zbudowany schron o powierzchni 30m2 i z pełnym wyposażeniem kosztował zaledwie 60 tysięcy dolarów, a bez umeblowania – 36 tysięcy. Tak niskie względem konkurentów ceny były atrakcyjne dla 2018 roku Donald Trump wysłał tweeta, w którym groził Kim Dzong Unowi wystrzeleniem głowic nuklearnych, gdyby północnokoreański dyktator zdecydował się zaatakować Amerykę. Wielu Amerykanów uważało to posunięcie prezydenta za na tyle ryzykowne, że wkrótce mogliby się spodziewać koreańskich bomb. To właśnie wtedy oferta Hubbarda okazała się najbardziej atrakcyjna i wkrótce Atlas Survival Shelter odnotowało największe zyski. Od tego czasu oferta wzbogaciła się o bardziej luksusowe, ale jednak nadal bardziej przystępne cenowo profesjonalizmBudowę schronów dla osób prywatnych oferują jednak też polskie firmy budowlane, chociażby nasza firma Minare. Możemy pochwalić się tym, że pracują w niej czeczeńscy specjaliści. Ponieważ w latach dziewięćdziesiątych Czeczenia przeszła dwie wojny (w 1996 i 1999 roku), pracownicy wiedzą, jak zbudować schron, aby stanowił odpowiednią osłonę przed zagrożeniami standardową ochroną przed bronią konwencjonalną, chemiczną, czy nuklearną, oraz systemami wentylacji łączności czy wytwarzania energii elektrycznej, schrony firmy Minare można wyposażyć w systemy automatyczne, które usprawnią i umilą życie w schronie. Systemy uzdatniania wody i jonizacji powietrza, wykrywanie i pomiar radiacji czy automatyzacja hodowli roślin sprawią, że życie w schronie będzie (przynajmniej na pewien czas) zdrowsze. Systemy alarmowe i monitorujące (zarówno audio, jak i video) pomogą zadbać o bezpieczeństwo na zewnątrz i wewnątrz schronu, a łączność pozostanie zachowana nawet w przypadku wybuchu bomby atomowej, która wywołuje szkodliwy impuls w czasach pokoju własny bunkier może okazać się bardzo przydatny dla osób prywatnych. Można go wykorzystać nie tylko jako ustronne miejsce do pracy i relaksu, lecz także jako przechowalnia dla dokumentów i danych. Zwłaszcza że papierowe pliki archiwalne wymagają określonej temperatury i stopnia wilgoci, w jakich muszą być przechowywane, aby nie ulec zniszczeniu przez czas i warunki jednak brać pod uwagę to, że nawet jeśli ma się odpowiednią przestrzeń i budżet do zbudowania własnego schronu, jego zaplanowanie i konstrukcja mogą zająć sporo czasu, w zależności od wielkości i skomplikowania projektu. Dlatego – chociaż budowa własnego bunkra wydaje się rozsądnym pomysłem, zwłaszcza w kontekście obaw przed zbliżającą się wojną – warto omówić swoje plany ze specjalistą. Bunkier Bunk’Art2 w Tiranie to specyficzna instytucja. Z jednej strony to miejsce, które zostało zbudowane na potrzeby reżimu, a z drugiej przerobione zostało na muzeum. Dzięki wizycie i zwiedzaniu mamy szansę lepiej poznać historię Albanii. Bunkier pod Ministerstwem Spraw Wewnętrznych powstał, by chronić najwyższych dygnitarzy tej albańskiej instytucji. Bo oczywiście, jak każda władza absolutna, najbardziej dba o siebie, a o ludzi tylko tyle, by ich kontrolować. Jednak w razie zagrożenia wojną, lepiej mieć zabezpieczenie w postaci bezpiecznego schronu. Dlatego w latach 1981 do 1986 ministerstwo postanowiło zbudować tajny bunkier pod swoją siedzibą. Miejsce to można śmiało nazwać ostatnią wielką budową reżimu, który nawet nie spodziewał się, że upadnie. Tak jak nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji, że zacytuję klasyka. Wejście do bunkra z wystawą Bunk’Art2 Zwiedzając Bunk’art2 Na wejście do tej instytucji trafiłem dość przypadkowo, bo z racji jazdy z Ochrydy w Macedonii, do Virpazaru w Czarnogórze, wypadało, że muszę zrobić jednodniowy postój w Tiranie. Lubię Tiranę i lubię spacery po niej. Dlatego idąc przed siebie w okolicy placu Skanderbega, natknąłem się na bunkier, którego w Tiranie nie widziałem, podczas wcześniejszych wizyt w tym mieście. Ponieważ na szczęście bunkrów już się w Albanii nie buduje, okazało się, że to wnętrze do dość nowego muzeum. W Bunk’art2 możemy poznać wycinek historii Albanii i dowiedzieć się, jak działał dawny reżim. Z naciskiem na to, jak tajna służba Sigurimi kontrolowała Albańczyków i nielicznych zagranicznych przyjezdnych. Korytarz w bunkrze Bunk’Art2 Oficjalna nazwa schronu to „Objekti Shtylla”. Głęboko pod ziemią zbudowano i przykryto 240 centymetrami betonu 24 pokoje, specjalną przestrzeń dla głównego gościa, czyli ministra spraw zagranicznych oraz sporą salę służącą utrzymywaniu komunikacji z resztą kraju. W szczególności z podobnymi do tego bunkrami, bo oczywiście takich było więcej. Na czele z miejscem, gdzie schronić się w razie potrzeby miał sam Enver Hodża. Nota bene ten główny bunkier też przerobiono na muzeum i wystawę i nosi nazwę Bunk’art1. Złośliwość losu: zlecający budowę bunkra zmarli przed jego ukończeniem. W sumie szkoda, że ich tam nie pochowano, to byłoby niemal jak w Dolinie Królów w Egipcie 😉 Przekrój przez inwigilowany aparatem pokój Ale nie ma co śmieszkować, bo miejsce opowiada historię, która wcale optymistyczna nie jest. Z angielskich opisów w poszczególnych salach dowiemy się troszkę o dojściu Hodży do władzy, ale nade wszystko o tym, jak ta władza była sprawowana i podtrzymywana. Z wieloma detalami. Pokój operacyjny w dawnym bunkrze Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Jak widać po komputerze władza nie oszczędzała na sobie i kupowała najnowsze zdobycze techniki. I tak mamy pokój, który poświęcono… psom! Psom szkolonym specjalnie w tym, by kontrolować granice. Przede wszystkim w takim celu, by nikt się z Albanii nie wydostał! Bo wielu chętnych do przeniknięcia do Albanii obstawiam nie było. Psy były agresywne i szkolone w atakowaniu ludzi. O tym, jak ważną rolę w systemie pełniły, niech świadczy fakt, że po pierwsze miały specjalną jednostkę, a po drugie w momencie choroby psa, informowano o tym ministerstwo! O tym, że granice były pilnie strzeżone, niech świadczy fakt, że w latach 1949-1990 Siły Graniczne podczas nielegalnego przekraczania granicy zabiły 1000 osób. Wystawa z pokazem, jak szkolone były psy jednostek specjalnych w Bunk’Art2 Inny pokój poświęcono na przedstawienie w jaki sposób odbywała się inwigilacja obywateli. Opisano metody operacyjne, opisano kilka przypadków inwigilacji. Ale najbardziej fascynujące są wszystkie pokazane przedmioty, służące inwigilacji. Mamy na przykład przekroje ścian, w których umieszczano kamery lub aparaty fotograficzne. Są stoły, w których znaleźć można mikrofony, a dodatkowo oczywiście teleobiektywy, podsłuchy telefonów itp. Pełen zakres kontroli, byle tylko wiedzieć wszystko i o wszystkich. Sala z wystawą sprzętu służącego do tłumienia demonstracji i rozganiania zgromadzeń. W Tiranie są jeszcze dwie instytucje podobne do tej. Pierwszą jest wspomniany już Bunk’art1, a drugą Dom Liści, czyli siedziba tajnej służby Sigurimi. Przed nią drżał cały kraj. Te dwa miejsca odwiedzę przy mojej kolejnej wizycie w Tiranie. Kto wie, może wtedy pójdę nawet do Opery, bo przyznam, że chciałbym tego betonowego maszkarona obejrzeć od środka. Marzenia nigdy mi się nie spełniają. Spełniam je sam. Dlatego jeśli tylko mogę, pakuję większy lub mniejszy plecak i jadę gdzieś w świat. Samolotem, autobusem lecz najbardziej lubię pociągiem. Kiedyś często podróżowałem do Azji i na Bałkany. Dziś częściej spotkacie mnie w Polsce. Wolę też brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach, a opisywane miejsca nie zawsze piękne. Dużo pracuję zawodowo, a blog to po prostu drogie hobby, które sprawia mi przyjemność. Wystarczy coś na kszałt ziemianki, czy dawnego miejsca do przechowywania ziemniaków czy owoców, byle by nie wystawało ponad ziemię, wyglądało jak płaski kawałek ziemi czy pola, niewyrózniający się z otoczenia @yam-jan: zasugeorwalem sie raczej zdjeciem ktore wkleiles, czyli zdjeciem profesjonalnego schronu. Jesli ktos nie ma żadnej piwnicy, (a nawet ma w obrysie domu) to oczywiscie to taka ukryta gdzieś poza domem ziemianka zawsze sie przyda do roznych zastosowań i nie bedzie ekstremalnie droga . Niemal wszyscy żydzi ktorzy przeżyli to własnie w czymś takim, oglądałem filmy z Doniecka z 2014 roku bezpośrednio wrzucane z frontu, ginęli cywile przed domami, w domach, a nie ukryci pod ziemią, Ogólnie tylko garstka Zydów przezyła, mnóstwo z nich odnaleziono i na miejscu rozstrzelano. Znam rózne historie wojenne opowiedziane przez dziadków, niektóre z pierwszej ręki jak Zydzi chowali sie nie tylko u ludzi za szafą, ale tez właśnie w ziemiankach w lesie a nawet wymyślnych ukryciach (w tym przypadku coś w rodzaju tunelu głęboko pod ziemią). Z tego co ja zrozumialem z opowiesci rodzinnych problemem byli kapusie, po prostu wydawali takiego Zyda, ze gdziestam siedzi, że ma schron. Niemcy szukali az znalezli. nawet jeśli ukrycie było zmyślne. A teraz są jeszcze drony, termowizja itp Co za tym idzie moim zdaniem budowa takiego schronienia musiałaby byc w absolutnej tajemnicy przed sąsiadami. W razie powaznego kryzysu, okupacji, niedoli sąsiad przypomni sobie ze miales lepszy samochód albo ładniejszą żone i nakapuje dla zysku albo z zemsty. Budowa profesjonalnego schronu w Polsce ze wzgledu na gestosc zabudowy raczej wyklucza zachowanie poufnosci i o tym chciałem napisać. Jesli chodzi wydłubanie jakiejs ziemianki w polu czy w sadzie to jestem w stanie uwierzyc, ze daloby sie to zrobic potajemnie, ale to ukrycie na chwile a nie na dłużej, bo jak ktos zamieszka na Twojej posesji, to i tak Cie w końcu przypadkowo znajdzie. Na przykład u jednych pradziadków w domu Niemcy zrobili sobie sztab i tam mieszkali, a pradziadkowie musieli się ścisnać w jednym pokoju i jeszcze im usługiwać. Gdyby dziadkowie w tym czasie siedzieli w jakieś ziemiance w sadzie, to po ewentualnym ujawnieniu pewnie od razu prewencyjnie dostaliby kulkę w łeb. Mam też takie know-how rodzinne, dziadek mówił, że w czasie bombardowań ludzie uciekali na pola, kryli się w miedzach. Ja to rozumiem tak, że ewentualne bomby spadały na zabudowania, nikt ich nie zrzucał w szczerym polu. Co za tym idzie budowa takiej ziemianki ma sens raczej w pewnym oddaleniu od pasa zabudowań np 100 metrów, da to większą szanse na przeżycie. Bo dom możne spłonąć albo zostać przez kogoś zamieszkany jak pisałem na przykładzie powyżej.